You successfully added to your cart! You can either continue shopping, or checkout now if you'd like.

Note: If you'd like to continue shopping, you can always access your cart from the icon at the upper-right of every page.

Quantity:

Total:

Biblijne prawo rzetelnego osądu

Ta książka zajmuje się problemami oszczerstw i krzywoprzysięstwa, a także zawiera wyjątkową sekcję o Bożym Sądzie Najwyższym i sposobach dostępu do niego. Istnieje również bardzo ważny rozdział na temat „Prawdziwej Bożej metody podporządkowania ziemi”, pokazującej, w jaki sposób Bóg zamierza ujarzmić ziemię głównie środkami pokojowymi, a nie przemocą, której uczy wielu chrześcijan.

Category - Short Book

Rozdział 1

 

Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek.

Wyjścia 20:16

Zacytowane powyżej dziewiąte przykazanie jest podsumowującym oświadczeniem, krótkim hasłem, pod którym znajdziemy wiele praw regulujących procedury sądowe. Mówiąc ściślej, to przykazanie reguluje takie zjawiska, jak oszczerstwo, krzywoprzysięstwo, kłamstwo, prawo dwóch świadków potrzebnych do oskarżenia kogokolwiek o grzech, oraz generalnie zasady sprawiedliwości i łaski(ułaskawienia). Znajomość tych przepisów prawa jest krytyczna dla właściwego rozpoznania sprawy i wydania sprawiedliwego wyroku tak w sądzie niebiańskim, jak i w naszym życiu osobistym.

Oszczerstwo

5 Chcę zgładzić takiego, co skrycie uwłacza bliźniemu. Kto oczy ma pyszne i serce nadęte - tego nie zniosę. (Ps. 101:5)

Generalnie oszczerstwo to fałszywe oskarżenie drugiej osoby z intencją zniszczenia jej reputacji. Dochodzi do niego zazwyczaj, gdy oszczerca nie ma rzeczywistego dowodu winy wybranej ofiary (gdyby miał dowód, nie obawiałby się dostosować do biblijnej procedury i nie byłby wówczas oszczercą). I tak oszczerca dzieli się z innymi swoją opinią na temat ofiary w nadziei, że ci inni tą opinię zaakceptują.

Z definicji wynika, że oszczerstwo jest zawsze złe, gdyż: (1) jest to oskarżenie zaaplikowane w niewłaściwej formie i (2) brak mu ducha miłości i intencji odnowy oraz przywrócenia ofiary do wspólnoty w jakiejkolwiek formie.

Dr Dobrotliwy (pastor) ma problem. Nauczyciel Biblii w jego zgromadzeniu stał się popularny, trochę zbyt popularny z racji swojej wiedzy, elokwencji i osobowości. Problemem było to, że gdyby kiedyś wdał się w spór z naszym pastorem, to duża część wiernych by go poparła, co rodziło niebezpieczeństwo rozłamu.

Obawiając się wystąpienia takiego scenariusza w przyszłości, pastor Dobrotliwy spoglądał na tego nauczyciela z pewną obawą i zazdrością, szukając znaków zapowiadających kłopoty.

Po pewnym czasie nauczyciel Biblii popełnił wykroczenie. Pastor niezwłocznie wykorzystał okazję, by wyrazić protest wobec postępku nauczyciela. W następnym tygodniu zza pulpitu ujawnił „grzech w obozie”, podając cytaty z Pisma i otwarcie go potępiając, ze łzami w oczach i taką dozą „miłości bliźniego”, na jaka mógł się zdobyć.

Nauczyciel Biblii był zaszokowany faktem, że nie odbyto z nim wcześniej rozmowy w cztery oczy, lecz od razu oskarżono publicznie. Brak miłości w takim postępowaniu zranił go i rozgoryczył; opuścił on kościół i już do niego nie wrócił. Nasz pastor był zachwycony i jego następne kazanie nosiło tytuł: „Wilki w owczej skórze nigdy nie okazują skruchy”.

Jest to historia wielu dzisiejszych outsiderów, pozostających poza kościołem, którzy przeżyli pełnię „gniewu Bożego”, ogłoszonego im przez pozbawione miłości zgromadzenie, kierujące się filozofią „wycięcia raka z organizmu”; bez rzeczywistego pragnienia odnowy i przywrócenia ofiary do wspólnoty lub porozumienia się z nią.

To tylko jeden przykład oszczerstwa, występującego o wiele za często w dzisiejszych kościołach, które nauczają o miłości, lecz nie wiedzą, jak zastosować ją w praktyce. Tacy nauczyciele (i inni członkowie wspólnoty) maskują oszczerstwa cytatami z Pisma i ukrywają swoje prawdziwe wewnętrzne motywy – w opisanym przypadku, strach – za maską troski o kościół. Celem Boga jest przywrócenie grzeszników do zgromadzenia Boga i ludzi. Z punktu widzenia Boga rzeczywistym celem prawa jest nauka prawości. Iz. 26:9:

… bo gdy Twe sądy jawią się na ziemi, mieszkańcy świata uczą się sprawiedliwości.

Tak więc boskie prawo wprowadzane jest w sposób pozytywny, by spowodować odnowę grzesznika. Można tego dokonać jedynie wówczas, gdy prawo stosowane jest przez osoby posiadające ducha miłości i łagodności. W Gal.6:1 czytamy:

1 Bracia, a gdyby komu przydarzył się jaki upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie.

Oszczerstwo jest podłe przez to, że ma na celu sprowokowanie ofiary do otwartej rebelii. Nasz pastor Dobrotliwy był wystarczająco bystry by pojąć, że jeśli podejdzie do problemu w sposób biblijny i przywróci nauczyciela wspólnocie, to ten pozostanie w kościele jako lepszy człowiek i będzie zdobywał coraz więcej popularności. I tak problem naszego pastora byłby nadal nierozwiązany. Lecz jeśliby się udało sprowokować nauczyciela do gniewnej reakcji na fałszywe oskarżenie, pastor miałby wówczas podstawy prawne do osądzenia go. Dlatego oczywistym rozwiązaniem było zaatakowanie nauczyciela z ambony poprzez oszczerstwo, wiedząc, że ofiara zareaguje na taki brak miłości oporem w podobnym stylu.

Oszczerstwo nie może spowodować poprawnego osądu jego ofiary. Lecz, gdy reakcja oskarżonego jest również niezgodna z prawem, to on również zostaje do pewnego stopnia osądzony przez prawo, a oszczerca cieszy się w głębi serca z dobrze wykonanej roboty, ocierając „łzy na pokaz” wobec otoczenia.

Większość ludzi, choć zraniona, pozostaje nieświadoma podskórnych motywów i politycznych gierek, które są pośród nich rozgrywane, a w których są oni pionkami.

Przeszkody

14 Nie będziesz złorzeczył głuchemu. Nie będziesz kładł przeszkody przed niewidomym, ale będziesz się bał Boga twego. Ja jestem Pan! (Kpł. 19:14)

Ludzie skłonni są traktować to prawo, jako nieistotne dla współczesnych Chrześcijan, bo przecież mało kto znęcałby się nad osobą upośledzoną. Jednakże „prawo jest duchowe” (Rz. 7:14), a duch tego prawa jest profanowany częściej, niż nam się wydaje.

Pastor Szorstki dogłębnie studiował Biblię I odkrył, że wiele chrześcijańskich wspólnot popełnia śmiertelny błąd, rozpowszechniając fałszywe doktryny, praktykując ludzkie tradycje i prowadząc miliony ludzi błędną drogą. Staje więc za pulpitem i piętnuje ich z całego serca, nazywa ich „prorokami Baala” i dowodzi swoich racji cytatami z Pisma. Udaje mu się nawet dowieść, że potępia tych „proroków Baala” z miłości do ich omamionych wiernych.

„Oskarżone zgromadzenie” słyszy o tym potępieniu i odpowiada na nie własną tyradą. Każda strona wierzy, że to ci drudzy są ślepi na „prawdę”. Żadne z nich nie słyszy drugiej strony w tym bitewnym zgiełku.

Każda ze stron wierzy, że to „druga wspólnota” uczy fałszywie i nawet niech tak będzie. Jednak sposób, w jaki te doktrynalne różnice są rozstrzygane, odkrywa prawdziwe motywy serca zaangażowanych w to ludzi, a szczególnie przywódców. Każdy z nich uważa drugą stronę za głuchą i ślepą. A mimo to swobodnie potępia i przeklina głuchego. Wystarczająco smutny jest fakt, że tak wielu ludzi jest ślepych na prawdę, a my mimo to tak łatwo stawiamy przed nimi przeszkody przez nasz brak miłości. Za każdym razem, gdy walimy ludzi po głowie naszą “prawdą”, możemy być pewni, że ci ludzie NIGDY w nią nie uwierzą, gdyż ustawiliśmy przed nimi przeszkody.

Nowe radio z budzikiem może być fajnym prezentem, lecz rzucone w kogoś może stanowić śmiertelną broń!

Słowo „przeszkoda” oznacza również obrazę i jest w ten sposób przetłumaczone w wielu miejscach Pisma. Łatwo jest urazić ludzi, bijąc ich po głowie naszą prawdą. Jest to nie tylko niewłaściwy sposób, to grzech. Stanowi pogwałcenie prawa z Księgi Kapłańskiej 19:14, cytowanego wcześniej. Powinniśmy w to miejsce mówić prawdę w duchu miłości (Ef. 4:15 Natomiast żyjąc prawdziwie w miłości sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi). Jest to jedyny sposób dający nam nadzieję na uzdrowienie ślepego i głuchego.

Jak często wysłuchiwałem skarg ludzi na to, że ich przyjaciele lub ich kongregacja nie chce słuchać, gdy próbują oni uczyć ich prawdy. Istnieje oczywiście, wiele możliwych przyczyn takiego braku posłuchu, lecz odkryłem, że gdy prawda przekazywana jest w duchu bezwarunkowej miłości, większość ludzi jej wysłucha (już nie są głusi) i wielu ją dostrzeże i uwierzy.

Hebrajskie słowo na przeszkodę to mikshole, co znaczy przeszkoda lub pokusa. W Nowym Testamencie używano zwykle słowa skandalon – sidła lub pułapka. Istnieją co najmniej dwa sposoby, w jaki zastawiamy pułapki na innych. Pierwszy to obrażenie kogoś do tego stopnia, że nie uwierzy on w nic, co powiemy, włącznie z prawdą. W Ew. Mateusza 18:6-7 Jezus powiedział:

6 Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. 7 Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.

Jezus traktował to z całą powagą, gdy ludzie stawiali przed kimś przeszkody, powodując jego upadek, lub łapiąc go w pułapkę grzechu czy niewiary z powodu naszego braku miłości. Apostoł Paweł również ostrzegał Kościół przed takimi ludźmi w liście do Rzymian 16:17,

17 Proszę was jeszcze, bracia, strzeżcie się tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia [skandalon] przeciw nauce, którą otrzymaliście. Strońcie od nich!

Okazjonalnie miałem do czynienia z ludźmi uprawiającymi takie gierki ze mną, próbującymi złapać mnie w pułapkę moich własnych słów. Oto jeden z takich bardziej „przyjaznych” przypadków.

1 grudnia 1985 roku Jezus objawił mi, że zaprzyjaźniony pastor zamierzał zrezygnować z posługi 30 grudnia ( to jest za 29 dni). Zaniepokojony, wiedząc, że nie było to wolą Boga, następnego dnia zwołałem kilku orędowników w celu wspólnej modlitwy i rozpoznania, czy jest coś, co moglibyśmy w tej sprawie zrobić. Jezus potwierdził całej zebranej grupie moje poznanie.

Tydzień później, w trakcie rozmowy wspomniałem o tym swojemu przyjacielowi, który lubił grać w gierki typu “usidlij Jones’a”. Słyszał już, że niektórzy ludzie uwierzyli w moje prorocze talenty, lecz on nie wierzył w istnienie proroków i użył tej gry, żeby to udowodnić (był on również pod wpływem fałszywego przekonania, że każdy, kto słyszy głos Pana, jest prorokiem). Wkrótce stało się jasne, że przyjaciel zapamiętał moje objawienie, żeby po 30 grudnia, gdy moja przepowiednia się nie ziści, robić sobie ze mnie żarty. Co i rusz przypominał mi o moich słowach.

Wieczorem 29 grudnia uzyskałem bardzo mocne potwierdzenie mojego rozeznania I tak, poprosiłem innych o dzień modlitwy I postu. Trzech z nas pościło.

Nadszedł wieczór 30 grudnia I odbywaliśmy zwyczajowe spotkanie modlitewne dla mężczyzn. Po dwóch godzinach rzeczony pastor nagle powstał i opuścił pospiesznie pomieszczenie, w sposób oczywisty bardzo poruszony i mówiąc, że odchodzi z kościoła. Po jego wyjściu wszyscy byli w stanie szoku. Patrzyli na mnie z otwartymi ustami. Mój niedowierzający przyjaciel, siedzący po przeciwnej stronie pomieszczenia, był tak zdumiony, że zdołał jedynie wykrztusić: „Teraz wiem, że jesteś prorokiem!”

W takich sytuacjach trudno jest protestować przeciw etykietce, więc nawet nie próbowałem. Ludzie tkwią w błędnym przekonaniu, że każdy, kto słyszy głos Boga, musi być prorokiem szczególnie, gdy przybiera to formę przepowiedni. Jednakże intencją Boga było, żeby wszyscy słyszeli Jego głos. I tak jest różnica pomiędzy przepowiadaniem wydarzeń a powołaniem proroka. Wielu z nas może prorokować w tym sensie, że słyszymy głos Boga, a następnie wypowiadamy to, co usłyszeliśmy; jednak nie wszyscy z nas, którzy to robimy, mają powołanie proroka.

Nawiasem mówiąc ta historia zmieniła mojego przyjaciela w wierzącego – przynajmniej na tydzień lub coś koło tego. Nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia, bo wiem, że ludzkie przekonania podlegają zmianom w sytuacjach, gdy odebrane Słowo nie spełnia się w sposób, jakiego ktoś oczekuje. Faktycznie po upływie około tygodnia mój przyjaciel powrócił na rundę drugą. Wszedł do pokoju z przyjaznym chichotem, mówiąc: „A więc, panie Jones, jakie następne wielkie wydarzenie będzie miało miejsce?”

Szczerze mówiąc nie zastanawiałem się nad tym. Lecz nagle Bóg wkroczył I podjął wyzwanie. Podałem mu odpowiedź zanim sam ją zrozumiałem. Oświadczyłem, że tenże sam pastor otrzyma chrzest Ducha Świętego i to od pastora o nazwisku Joe  MacReynolds, który ma kościół w miejscowości Searcy, Arkansas, około 50 mil stąd. (Spotkałem tego pastora osobiście kilka miesięcy wcześniej). Następnie  powiedziałem, że to się wydarzy wieczorem 26 stycznia 1986 r. (za około 3 tygodnie).

Ha, tym razem mój przyjaciel był pewny, że złapał mnie w pułapkę. Przyjaciele z ruchu Pięćdziesiątnicowego próbowali przez 20 lat na próżno skłonić tego pastora do przyjęcia chrztu Ducha Świętego. Zawsze odmawiał twierdząc, że przecież już wierzył w Ducha Świętego. Mój przyjaciel powiedział zdumiony: „Nie i za milion lat! Naprawdę myślisz, że on przyjmie chrzest Ducha?”

Zajęty inną pracą szybko zapomniałem o tym incydencie, aż nadszedł wielki dzień. Gdy pracowałem tego popołudnia, otrzymałem telefon od mojego przyjaciela Jerry’ego z informacją, że pastor Joe MacReynolds jest w mieście i pragnie spotkać się z nami tego wieczora. Spojrzawszy na kalendarz natychmiast wyraziłem zgodę wiedząc, że to Bóg go przysłał. Przybył idealnie na czas bez mojej pomocy.

Zadzwoniłem następnie zadzwoniłem do będącego przedmiotem przepowiedni pastora I poinformowałem go bardzo otwarcie, że jeśli pragnie on otrzymać chrzest Ducha Świętego, to teraz jest czas, miejsce i osoba, która mu go udzieli. Uprzedziłem go z góry, żeby mógł podjąć decyzję wcześniej i nie czuł się w żaden sposób zmanipulowany. Ten pastor obiecał przyjść i rzeczywiście przyszedł. Gdy się modliliśmy, mogliśmy zobaczyć ogień zstępujący z nieba w potężny sposób, i tak oto ten pastor otrzymał chrzest Ducha Świętego.

Ponownie mój przyjaciel był zdumiony, bo pułapka została unieszkodliwiona przez Niebiańskiego Boga Żywego.

Jak powiedziałem wcześniej to był przykład łagodniejszej wersji „przyjacielskiej” gierki “usidlij Jones’a”; służy on zobrazowaniu drugiego sposobu, w jaki ludzie zastawiają pułapki na innych. Choć pułapka została udaremniona, to jednak stanowi ona przykład złamania prawa zabraniającego stawiania przeszkód przed ślepym.

Krzywoprzysięstwo

16 Jeśli powstanie świadek złośliwy przeciw komuś, oskarżając go o przekroczenie Prawa, 17 dwu ludzi wiodących między sobą spór stanie wobec Pana przed kapłanami i przed sędziami urzędującymi w tym czasie. 18 Jeśli ci sędziowie, zbadawszy sprawę dokładnie, dowiodą fałszu świadkowi - jeżeli świadek taki fałszywie oskarżył brata swego - 19 uczyńcie mu, jak on zamierzał uczynić swemu bratu. Usuniesz zło spośród ciebie, 20 a reszta słysząc to, ulęknie się i nie uczyni więcej nic takiego pośród siebie. 21 Twe oko nie będzie miało litości. Życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę. (Pwt. 19:16).

Sprawiedliwe prawo Boże mówi, że jeśli jakiś człowiek świadczy fałszywie przeciw swemu bliźniemu i fałszywie go oskarża, wówczas ten człowiek powinien otrzymać pełny wyrok jak za grzech, o który oskarżał swojego brata. Jest to odwrotność zasady: „Co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili..”, a wyrok zawsze odpowiada przestępstwu.

Fałszywe oskarżenie to poważna sprawa. Im cięższe oskarżenie, tym cięższy jest wyrok prawa. A mimo to tak pochopnie oskarżamy innych, nieraz na podstawie bardzo poszlakowych dowodów, nawet wiedząc, że nie zdołamy udowodnić naszych zarzutów w sposób wymagany przez prawo.

Na przykład: czasem Chrześcijanie uważają, że jest ich chrześcijańskim obowiązkiem „ujawnić” tylu „fałszywych kaznodziei”, ile się da, aby pozbyć się ze zgromadzenia wszystkich „wilków w owczej skórze”. Wyruszają na krucjatę, żeby odkryć jak najwięcej brudów, dawną nierozwagę, nieścisłe stwierdzenia, które można przekręcić, żeby „udowodnić”, że „oni” nie są prawdziwymi Chrześcijanami. Po czym od razu, zza pulpitu potępiają „wilka”. Czy tacy ludzie mają miłość Bożą w sercu? Wątpię. Nie należy przecież miłować „wilka”; jak się już raz „udowodni”, że ten ktoś jest „wilkiem”, to nie ma już potrzeby traktowania go z miłością. Czy przynajmniej idą porozmawiać do oskarżanego człowieka, aby osobiście zweryfikować oskarżenia lub dowody? Zwykle nie.

Można to porównać do powieszenia człowieka bez rozprawy, bo przecież i tak wszyscy wiemy, że jest on winny. Jednak Nikodem znał prawo i nawet doprowadził do konfrontacji z przywódcami religijnymi z tego powodu, o czym czytamy w Jana 7:50:

50 Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: 51 «Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?»

Postąpić inaczej to być winnym innej formy krzywoprzysięstwa. Popełnia się je codziennie zza chrześcijańskich pulpitów, jak kraj długi i szeroki. Maskuje się je miłością, perfumuje Pismem, przybiera w szczerość, a mimo to nadal źle pachnie. Co mówi prawo na temat krzywoprzysięstwa? To oskarżający powinien otrzymać prawną karę za bycie wilkiem w owczej skórze – czyli karę, która zamierzał uzyskać dla oskarżanego. To bardzo poważna sprawa – oskarżyć kogoś, że nie jest on prawdziwym Chrześcijaninem szczególnie, gdy sądzimy po pozorach, a nie poprzez poznanie serca tej osoby drogą objawienia Ducha Świętego.

Jedynie drogą objawienia możemy naprawdę rozeznać, czy dana osoba jest Chrześcijaninem, czy nie. Spotkałem osobiście wielu Chrześcijan w głębi serca, których kościół potępił i osądził po pozorach. Niektórzy sądzą po długości włosów, po sposobie ubierania się lub po przynależności do takiego, czy innego zgromadzenia.

Spotkałem również wielu pozornych Chrześcijan, wielce szanowanych w zgromadzeniu, których serca były w stanie totalnego buntu przeciw Bogu. Każde takie objawienie zaskakiwało mnie kompletnie, nie byłem na to przygotowany.

Przypuśćmy, że dobrze znany tele-ewangelista (bez nazwisk) popełnił grzech seksualny. Kilka lat później jest to ogólnie znany fakt. Miliony ludzi mogłoby wytknąć go palcem i potępić myśląc, że służą w ten sposób Bogu. Jednak, jeżeli ten człowiek wyraził już wcześniej skruchę i otrzymał Boże przebaczenie, to jest on niewinny w oczach Boga, a oskarżający go ludzie winni krzywoprzysięstwa!

Jeżeli złodziej zapłacił karę za swój grzech i otrzymał za to przebaczenie, to jest on w stanie łaski i każdy, kto go potępia za dawny grzech, jest winny krzywoprzysięstwa. Bóg nie uznaje podwójnych standardów. Grzech to grzech a łaska to łaska.

Niebezpiecznie jest oznajmiać winę i oskarżać na bazie pogłosek. Nawet dziennikarze nie mają wszystkich informacji, ani też nie zawsze mówią prawdę. Są głównie zainteresowani w dostarczeniu wiadomości i zwiększeniu sprzedaży oraz ilości reklam. Nie obchodzi ich, czy dana osoba zapłaciła za grzech i, czy Bóg jej przebaczył. Możemy oczekiwać fałszywych informacji od nie-chrześcijan, lecz Chrześcijanie nie powinni tak postępować. Co mówi Pismo o grzesznikach, którym odpuszczono grzech? Rzymian 8:33

33 Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? 34 Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się [wstawia] za nami?

Tylko niewielu ludzi odważyłoby się świadomie oskarżyć fałszywie drugiego człowieka. Jednak niezliczone miliony ludzi na przestrzeni wieków drogą pochopnych oskarżeń popełniło krzywoprzysięstwo nieświadomie. Jest to wielka tragedia kościoła. Pochopnie oskarżamy i nie obawiamy się, że być może oskarżamy fałszywie. Postępując w ten sposób sami podlegamy osądowi boskiego prawa.

Prawo dwóch świadków

Powtórzonego Prawa 19:15 opisuje podstawowe prawo dwóch świadków:

15 Nie przyjmie się zeznania jednego świadka przeciwko nikomu, w żadnym przestępstwie i w żadnej zbrodni. Lecz każda popełniona zbrodnia musi być potwierdzona zeznaniem dwu lub trzech świadków.

To prawo ma tak wiele zastosowań, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Jednak jego istotą jest ochrona niewinnych przed oskarżeniem i potępieniem na podstawie zeznania jednego świadka lub jednego dowodu przestępstwa. Świadkami nie muszą być ludzie. Mojżesz oznajmił, że jeśli Izraelici zgrzeszą, „niebo i ziemia” będą świadkami w ich sprawie (Pwt. 30:19). Paweł napisał dwa listy do Koryntian w celu ustanowienia dwóch świadków, jak również trzykrotnie odwiedził ich osobiście (2 Kor.13:1).

Ustanawiając to prawo Bóg wiedział, że ludzie będą zbytnio ufali swoim opiniom, ocenom, czy możliwości rozeznania charakteru – i w swej pysze – często potępialiby niewinnego lub osądzali winnego zbyt surowo. Gdyby ludzie mieli prawdziwie duchową naturę i posiadali dar rozpoznawania duchów (Kor. 12:10), nie byłoby problemu z osądzaniem, jak było w sprawie Ananiasza i Safiry (Dz.5:1-10). Jednak większość członków kościoła jest nadal zmysłowa, sądzi po pozorach i z udziałem fizycznych świadków; potrzebują oni drogowskazów prawa, aby zapobiec niesprawiedliwości w osądzaniu.

Idealna sytuacja to taka, że wszyscy ludzie osądzają poprzez boskie objawienie, kiedy ludzkie serca są w pełni odsłonięte. Sędziowie mogliby wówczas określać winę lub niewinność w sposób określony przez Jezusa w Ew. Jana 7:24:

24 Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy».

Dobry przykład na to, jak to działa znajdziemy w Dziejach 15, gdy apostołowie spotkali się, by rozstrzygnąć kwestię obrzezania nie-Żydów. Piotr dał świadectwo w wierszu 8 i 9, czerpiąc ze swojego dawnego doświadczenia, gdy widział Korneliusza i innych, jak otrzymują oni chrzest Ducha Świętego bez konieczności wcześniejszego obrzezania.

8 Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. 9 Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca.

Piotr umiał wejrzeć głębiej, poza pozory, gdyż otrzymał objawienie serca i zamysłu Boga w tej kwestii.

Musimy również zauważyć, że prawo dwóch świadków odnosi się do „każdego przestępstwa” (niegodziwości) i „każdej zbrodni” (grzechu). Wychodzi ono w ten sposób poza salę sądową i wkracza do naszych kościołów, salonów i firm. Nie mamy wierzyć plotkom i pomówieniom bez wcześniejszego ich zbadania. Jeżeli jest wielu świadków, którzy zmuszają nas do uwierzenia w dowody, to powinniśmy postępować zgodnie z procedurą ustanowioną przez Jezusa w Ew. Mateusza 18:15:

15 Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata.

Założeniem w tym wypadku jest, że twój brat jest faktycznie winny, lub przynajmniej wydaje się winny z twojego punktu widzenia. Innymi słowy, jeżeli naprawdę wierzysz, że twój brat wyrządził ci krzywdę, to „upomnij go w cztery oczy”. Nacisk nie został położony na upomnienie, lecz na prywatność. Zbyt często nie postępujemy w zgodzie ze wskazówką Jezusa, lecz raczej najpierw rozpowiadamy o tym wszystkim wokoło. I tak, często strona winna jest ostatnią, która słyszy o oskarżeniach przeciw niej! Nawet wśród Chrześcijan, którzy powinni mieć prawo zapisane w sercu, zdarza się to zbyt często.

Celem rozmówienia się z twoim bratem sam na sam jest ochrona jego samego i jego reputacji przed tymi, którzy mieliby go osądzać. Ponadto daje to temu bratu szansę odpowiedzi na skierowane przeciw niemu oskarżenia. Może się zdarzyć, że nasza ocena jest niepoprawna. Może istnieją inne dowody lub okoliczności łagodzące, które zmieniłyby nasze podejście, gdybyśmy tylko je poznali. Ważne jest, byśmy znali wszystkie strony sprawy, zanim wydamy osąd.

Istnieje nadzieja, że jakiekolwiek nie byłoby wykroczenie, można by je rozsądzić w atmosferze prywatności. A co do sposobu upomnienia, jeżeli podejdziemy do brata w duchu łagodności i miłości (Galatów 6:1) istnieje małe prawdopodobieństwo, że konieczne będą kolejne kroki. Jeżeli jednak podejdziemy do niego wyniośle, pewni tego, że wiemy już wszystko, co potrzebne o danej sprawie, prawdopodobnie odepchniemy go i zatwardzimy jego serce.

30 listopada 1984 r. Jezus dał mi taką radę w kwestii tego, jak podejść do kwestii jakiegokolwiek grzechu lub przewinienia bliźniego:

„Jeśli chciałbyś przywrócić brata do chrześcijańskiej wspólnoty i jedności w duchu miłości, niech to będzie twój przewodnik: nie przekazuj mu słów oskarżenia przybranych miłością, jak wilka w owczej skórze, lecz raczej przekaż mu Moją prawdziwą miłość. Zbliż się do niego z przeprosinami za spowodowanie potknięcia tego brata…. Twój brat powinien odzwierciedlić twoje nastawienie, a Chrystus powinien być widoczny i w nim i w tobie”.

KROK PIERWSZY: ważne jest, by nie podchodzić do bliźniego z oskarżeniem, lecz z przeprosinami. Tak często próbujemy postępować zgodnie z Ew. Mateusza 18:15 w ten sposób, że idziemy prosto do brata „powiedzieć mu o jego winie” lub, by go „wyprostować”. W takim podejściu nie ma miłości i chciałbym jeszcze zobaczyć, jak to się przyczynia do pogodzenia się bez urazy.

Ofiaruj mu prawo do wątpliwości, gdyż w tym momencie jego wina nie jest jeszcze właściwie ustalona i pozostaje nieokreślona do czasu przejścia pełnej procedury. Jeżeli rzeczywiście kochamy swego brata, będzie nam trudno uwierzyć, że naprawdę zgrzeszył przeciw nam; a jeśli tak, to z pewnością zrobił to pod wpływem szczególnych okoliczności. Nasz brat dostrzeże od razu poziom naszej miłości na podstawie sposobu, w jaki się do niego zwrócimy. Czy zakładamy, że jest winny, czy niewinny?

KROK DRUGI: jeżeli jakimś sposobem różnica zdań pozostanie nierozwiązana po tej rozmowie i, jeżeli uznasz za konieczne kontynuować sprawę zamiast wybaczyć, to pora na krok drugi. Mat. 18:16:

16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa.

NIE znaczy to, że mamy rozpowiadać wszystkim o sprawie, żeby przekonać się, ilu ludzi nakłonimy do uznania naszego punktu widzenia. Znaczy to, że mamy zgromadzić wszystkie dowody lub świadków i jeszcze raz udać się do naszego brata PRYWATNIE. I znowu, musi to być zrobione w duchu miłości.

Jeżeli nie mamy dość dowodów, by ustalić oskarżenie, to sprawa powinna zostać zamknięta z braku dowodów, a my powinniśmy wybaczyć naszemu bratu z całego serca. To bardzo ważne, bo jeżeli zatrzymamy grzech brata przeciw niemu (a on jest faktycznie winny), to w efekcie apelujemy do Bożego Sadu Najwyższego, a On przyjmie i rozpatrzy sprawę, osądzając obie strony bezstronnie. Może to być niebezpieczne zarówno dla oskarżonego, jak i dla oskarżającego więc, jeśli kochasz swego brata, możesz nie chcieć poddać go takiemu osądowi. Powiemy więcej o Bożym Sądzie Najwyższym w dalszej części tej rozprawy.

Jeżeli czujesz, że masz wystarczające dowody w ręku, by ustalić winę brata, a oskarżony ignoruje dowody i odmawia skruchy, wówczas masz prawo zwrócić się do sądu w kroku trzecim. Jezus mówi o tym w Ew. Mateusza 18:17:

17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!

KROK TRZECI: Kościół w tym wypadku jest to zgromadzenie reprezentantów, nazywane dziś jury (cywilne lub religijne). Ich obowiązkiem jest ustalić winę, lub jej brak na bazie dowodów. Jeżeli apelacja skierowana jest do kościoła, obydwie strony są zobowiązane przez prawo poddać się jego decyzji pod groźbą kary za obrazę sądu, pociągającą za sobą karę śmierci (Pwt. 17:11-12).

W prostej, dosłownej interpretacji prawa lekceważenie sądu to przestępstwo zagrożone karą śmierci. Jednak w dniach Jezusa tylko Rzymianie mieli prawo zatwierdzić egzekucje. Tak, więc Jezus popierał łagodniejszą, lecz prawomocną interpretację prawa. Było to wykluczenie z kościoła i wspólnoty.

Oto przykład, jak Bóg egzekwował to prawo w czasach Starego Testamentu na narodzie Izraela, gdy odmówili oni przyjęcia Jego wyroku. Gdy Jeremiasz nakazał Judzie poddać się królowi babilońskiemu Nabuchodonozorowi (Jr. 27:12), odmówili oni wysłuchania Słowa Boga (Jr. 28:10). Zdecydowali, że będą walczyć z Babilonem zamiast postrzegać Babilon, jako karę Boga za ich grzech. To była obraza sądu. Jednak, zamiast zniszczyć ich, jako naród Bóg skazał ich na zesłanie do Babilonu i Asyrii, między pogan. Był to miłosierny substytut kary śmierci, osiągnięty dzięki wstawiennictwu proroków i innych orędowników.

Jezus uznał również, że kapłani w Jego dniach wydawali się mało wiedzieć o zasadzie miłosierdzia, miłości, lub łaski. Wiedzieli tylko, jak używać prawa, by oskarżać i niszczyć grzeszników. I tak, przez swoje bezbożne wyroki stworzyli kastę „celników i grzeszników” – ludzi, którzy zostali wykluczeni ze świątyni.  Faktem jest, że gdyby Rzymianie nie powstrzymywali gorliwości kapłanów, większość z tej grupy zostałaby stracona.

Oto krótki scenariusz: człowiek głoduje, więc w końcu kradnie bochenek chleba dla siebie i dzieci. Zostaje schwytany, skonfrontowany z wyrazami groźby i oskarżeniami, a wszyscy przyjaciele go opuszczają. Zraniony odrzuceniem przyjaciół, odmawia skruchy nie wierząc, że Bóg mógłby go tak srogo potraktować. Prowadzą go więc na sąd do świątyni i bezzwłocznie wykluczają ze zgromadzenia. Ostatecznie, wszyscy oni przecież „miłują” prawo. Bez miłosierdzia, bez łaski, bez przebaczenia. Dodano oto kolejnego ekskomunikowanego wyrzutka do gromady innych celników i grzeszników.

Jezus zaprzyjaźnił się z tymi ‘grzesznikami’. Rozumiał, że zostali oni wykluczeni z kościoła przez niemiłosiernych, dumnych i oskarżycielskich kapłanów i Faryzeuszy, którzy kładli przeszkody przed ślepymi. Później, gdy „grzesznik” buntował się przeciw nim za niemiłosierne traktowanie, kapłani czuli się w prawie do usunięcia go z kościoła. Istnieje także i dziś w Ameryce liczna klasa tego rodzaju  „grzeszników” i dobrze byśmy zrobili, zaprzyjaźniając się z nimi, jak uczynił Jezus, przynosząc im Swoją miłość, a nie kolejne oskarżenia.

Skandal PTL

Gdy modliłem się nocą 26 stycznia 1987 r. zostałem nagle przeniesiony w duchu na spotkanie sześciu jeźdźców w pancerzach. Od razu rozpoznałem, że są oni wrogami Boga i kościoła, próbujący jakby „wniknąć i przejąć” kościół. W tej wizji, gdy jeźdźcy spostrzegli mnie nagle pojawiającego się przed nimi w celu stawienia oporu, nagle zatrzymali się, odwrócili i szybko uciekli. Wszystko to zdarzyło się tak prędko, że zdążyłem dobrze się przyjrzeć tylko środkowemu jeźdźcowi, który zdawał się być przywódcą. Nosił staromodny hełm i miał na sobie rodzaj kamuflażu w formie hitlerowskich wąsików, ale zauważyłem, że miał charakterystyczny podwójny podbródek i wyglądał jak Jerry Falwell.

Gdy modliłem się o zrozumienie, Bóg pokazał mi, że to, co ujrzałem miało się zamanifestować w świecie 18 lub 19 marca 1987 r. W konsekwencji zacząłem rozglądać się we wiadomościach za kimś, kto wyglądałby, jak Jerry Falwell, kto próbowałby przejąć kościół lub jakąś jego część.

Byłem zszokowany, jak i inni, gdy 19 marca wiadomości doniosły o skandalu PTL, i że dr Jerry Falwell przejął organizację PTL, podobno, jako przyjaciel, żeby powstrzymać Jimmie’go Swaggarta od zrobienia tego samego. Nasz Pan objawił mi prawie 2 miesiące wcześniej prawdziwą naturę tej sprawy, kto był prawdziwym wrogiem. Falwell pozował na „przyjaciela” Bakkera i przekonał go do przekazania mu kierownictwa nad PTL na 1 – 3 miesiące, do czasu, gdy niebezpieczeństwo minie. Lecz jego prawdziwa motywacja została podana na taśmie audio, datowanej na 26 kwietnia 1987 r. przez osobistego przyjaciela Fawella – dr Boba Grey’a.

Bob Gray jest bardzo przeciwny ruchom charyzmatycznym tak, jak i dr Falwell. Dlatego dr Gray był zszokowany faktem, że Falwell przejął tą otwarcie charyzmatyczną organizację. Spotkał się więc z Falwellem, by to omówić i, jego własnymi słowami oto, jak ta rozmowa przebiegała (zobacz: I was Wrong, Jim Bakker, str. 69, 70).

Wiedziałem, że nie jesteś charyzmatykiem i, jeśli nie zmieniłeś niczego w swej doktrynie od czasu naszej ostatniej rozmowy, dlaczego przyjąłeś to charyzmatyczne stanowisko.

Odpowiedział: masz absolutną rację. Nie zmieniłem się ani na jotę. Zawsze byłem przeciw i nadal jestem. Pozwól sobie wyjaśnić, jaki był mój motyw i dokąd zmierzam. Gdy doszło mnie słowo, że to ma się wydarzyć, zdecydowałem, że w miarę możliwości zdobędę sieć PTL dla programu „Godzina Ewangelii w starym stylu” i, że jest to jedyna metoda osiągnięcia tego celu.

Odrzekłem: cóż, osobiście nie popieram twoich metod i filozofii. Ale to sprawa między tobą a Bogiem. Nadal czuję, że to niewłaściwe dla ciebie identyfikować się z tym ruchem religijnym.

Odpowiedział: mój cel – nie obchodzi mnie, co stanie się klubem w Charlotte – jestem jedynie zainteresowany siecią telewizji kablowej. To największa chrześcijańska kablówka w kraju i chcę ją zdobyć dla programu „Godzina Ewangelii w starym stylu”…..

Osobiście wysłuchałem wywiadu telewizyjnego z dr Falwellem z 18 marca 1987 r, w którym przyznał się on do złamania słowa danego Jimowi Bakkerowi, że zrezygnuje z kierowania siecią i odda mu stanowisko w każdej chwili. Usprawiedliwiał się, że nie mógł z „czystym sumieniem” tego zrobić po odkryciu „korupcji” w sieci PTL.

We wspomnianej książce (zobacz: I was Wrong, Jim Bakker) pokazano również, jak dr Falwell fałszywie oskarżył J. Bakkera i całą radę zarządu o homoseksualizm, w celu zrealizowania swojego planu doprowadzenia sieci PTL do bankructwa w jak najkrótszym czasie..

W czasie, gdy wszystkie te wydarzenia trafiały czołówki gazet, ja i moi przyjaciele wiedzieliśmy, że Jim Bakker nie był prawdziwym winowajcą. Faktycznie, zdawałem sobie sprawę, że Bóg użył niemających skrupułów mężczyzn, żeby go „wychłostać” i upokorzyć tak, żeby w czasie, gdy podniesie się z kolan, stał się nowym stworzeniem. Bakker siedział przez lata w więzieniu na podstawie oskarżeń, które okazały się fałszywe. Często myślałem o nim i chciałbym móc odwiedzić go w więzieniu ze słowami pocieszenia. Wiedziałem, żer Bóg go nie opuścił. Wierzyłem też, że pewnego dnia spotkam go osobiście i będę mógł podzielić się z nim swoją prostą wizją, jako opóźnionym potwierdzeniem, że nadal ma powołanie od Boga.

W końcu miałem taką możliwość 16 grudnia 1997 r. Byłem w drodze na Filipiny, gdzie miałem przez tydzień nauczać w Instytucie Biblijnym. Na lotnisku Los Angeles usiadłem w autobusie na wprost Jima Bakkera i nawiązałem z nim rozmowę. Mieliśmy obaj ponad godzinę oczekiwania na lot (on leciał do Singapuru). Ta rozmowa dała może więcej mi niż jemu, ale było coś satysfakcjonującego w możliwości podzielenia się z nim tą historią. Przed rozstaniem ofiarował mi kopię swojej książki: Myliłem się (I was wrong), a ja dałem mu egzemplarz swojej: Sekrety czasu (Secrets of Time). Każdy z nas poniósł ze sobą książkę drugiego.

Przeczytałem ją podczas lotu i dowiedziałem się, że stosunek Jima Bakkera do „teologii sukcesu” uległ zmianie. Więzienne doświadczenie miało na niego pozytywny wpływ i nawet, jeżeli nie wespnie się ponownie na wyżyny tele-ewangelizmu, jest teraz lepszym chrześcijańskim pastorem, niż wcześniej. Wie więcej o suwerenności Boga we wszystkich rzeczach, szczególnie w czasach udręki wiedząc, że to Bóg, a nie diabeł jest prawdziwą Siłą za kulisami zdarzeń nawet wtedy, gdy dzieją się złe rzeczy. Mając to zrozumienie, był zdolny wybaczyć wielu ludziom, którzy ciężko przeciw niemu zgrzeszyli. Był nawet w stanie podziękować dr Falwellowi, temu „nieczystemu naczyniu”, którego Bóg użył w jego życiu.

Boży Sąd Najwyższy

Każdy ma prawo stanąć przed Bożym Sądem, nawet sam Szatan lub ludzie, w których manifestuje się jego antagonistyczny duch. Wszyscy osądzani są zgodnie z prawem Boga, bo wszyscy mu podlegają. Różnica polega na tym, że niektórzy używają boskiego prawa dla zbawienia, a inni dla oskarżenia i zniszczenia.

Są takie czasy, gdy sprawiedliwość nie jest możliwa tu na ziemi. Czasem fałszywy świadek zezna przeciw niewinnemu. Kiedy indziej nie ma świadków potrzebnych do skazania przestępcy. Albo sędziowie są skorumpowani lub zmuszani do wydawania wyroków zgodnie z niesprawiedliwymi przepisami prawa. Niezależnie od przyczyny my wszyscy mamy prawo apelować do Bożego Sądu Najwyższego, który stoi ponad wszystkimi ludzkimi sądami.

Boskie prawo zawiera przepisy dotyczące wszelkich możliwych okoliczności odnoszących się do kwestii prawnych. Zawiera ono nawet przepisy w sprawach niemożliwych do udowodnienia – to jest „podejrzenia winy”. Jeżeli ktoś wie, lub podejrzewa, że jego brat wyrządził mu krzywdę w jakikolwiek sposób, ale nie ma dwóch świadków, potrzebnych w sądzie do ustalenia prawdy, może on złożyć apelację (odwołanie) w Bożym Sądzie Najwyższym. To jest, może wezwać Boga do dostarczenia dwóch świadków, gdyż Bóg widzi wszystkie rzeczy we właściwym świetle.

Księga Liczb 5:6-10 mówi nam, jak postępować ze skruszonym grzesznikiem, który wyznaje swój grzech dobrowolnie, chociaż nie ma przeciw niemu świadków. Ma on, rzecz jasna zwrócić ukradzioną rzecz, lecz zapłacić dodatkowo tylko 1/5 (jedną piątą) jej wartości w ramach rekompensaty (restytucji), zamiast zwyczajowej podwójnej wartości, które to prawo opisane jest w Ks. Wyjścia 22:4. Pełniejsze studium tego zagadnienia zawiera nasza książka: Boże prawo restytucji.

W Księdze Liczb 5:11-31 opisany jest drugi przykład sprawy, gdy nie ma dość dowodów by osądzić grzesznika. Nazywa się to „prawem dotyczącym posądzenia [zazdrości]” w wersie 29. Dotyczy ono sytuacji, gdy mąż podejrzewa żonę o romans, ale nie ma dowodu ani świadka, żeby ją oskarżyć. Biblia informuje nas, że może on przyprowadzić żonę przed Boży Sąd Najwyższy, żeby ustalić winę lub niewinność. Nie musi tego robić, lecz prawo podtrzymuje jego prawo do ustalenia prawdy.

Kapłan miał odsłonić jej głowę, sygnalizując tym samym, że mąż zgadzał się na poddanie jej pod bezpośredni autorytet Boga. Mąż przekazywał swój autorytet i zgadzał się respektować decyzję sadu, niezależnie od wyroku.

Wówczas kapłan brał trochę pyłu z podłogi przybytku, mieszał go z wodą w glinianym naczyniu i zaprzysięgał żonę słowami, które w przypadku, gdyby skłamała Bogu, poddawały ją pod Boże przekleństwo. Zakłada się tu, rzecz jasna, że zona zaprzeczała oskarżeniom, bo gdyby przyznała się do winy, to cała ta procedura nie miałaby miejsca. Kobieta musiała następnie wypić wodę, mówiąc Amen, jako akceptację warunków przysięgi. Liczb 5:23-28:

23 Teraz wypisze kapłan na zwoju słowa przekleństwa, a następnie zmyje je wodą goryczy. 24 Wreszcie da wypić kobiecie wodę gorzką, niosącą klątwę, aby wody przekleństwa weszły w nią sprawiając gorzki ból. 25 Następnie weźmie kapłan z rąk kobiety ofiarę posądzenia, wykona gest kołysania przed Panem i złoży na ołtarzu. 26 Potem weźmie z niej pełną dłonią część jako pamiątkę i spali na ołtarzu. 27 Teraz da kobiecie do picia wodę przeklętą: jeśli naprawdę stała się nieczystą i swojemu mężowi niewierną, woda wniknie w nią, sprawiając gorzki ból. Łono jej spuchnie, a biodra zwiotczeją, i będzie owa kobieta przedmiotem przekleństwa pośród swego narodu. 28 Jeśli jednak ta kobieta nie stała się nieczystą, lecz przeciwnie - jest czysta - pozostanie bez szkody i znów będzie rodzić dzieci.

Jeżeli woda nie zaszkodziła kobiecie i rodziła dzieci, uznawano ją za niewinną. Jeżeli była winna, to stawała się bezpłodna z powodu kary za jej grzech. W ten sposób składano sprawę w rękach Boga. Ta zasada prawna znana była pod nazwą „ordalia [sąd boży]”.

W czasach średniowiecza Kościół skorumpował ten rodzaj sądu, wystawiając Boga na próbę. Gdy podejrzewano kogoś o pewne przestępstwa, często palono go na stosie lub wiązano i topiono. Zakładano, że Bóg uratuje przecież niewinnego. Innymi słowy, zakładano winę oskarżonego i zmuszano Boga do sprawienia cudu w celu udowodnienia jego niewinności. W rzeczywistości zdarzyło się niewiele cudów i wielu niewinnych ludzi straciło życie.

Ówcześni ludzie nie rozumieli boskiego prawa i umysłu Boga. W Bożym systemie prawnym ludzie uważani są za niewinnych chyba, że udowodni im się winę przez sąd Boży. Dlatego, kiedy kobieta była podejrzewana o niewierność, miała wypić kubek wody wymieszanej z odrobina pyłu z podłogi przybytku. Normalnie nie ma w tym nic szkodliwego. Jednak jeśli była winna, Bóg spowodowałby drogą cudu jej bezpłodność.

Założyciele Ameryki rozumieli zasadę niewinności i uczynili ją integralną częścią amerykańskiego systemu prawnego, Ludzie są niewinni dopóki nie udowodni im się winy. Prawo to pochodzi prosto z Biblii.

Ta biblijna zasada może być użyta w każdym przypadku, gdy prawdziwa sprawiedliwość nie jest możliwa. Każdy naród ma swój system prawny, jeden lepszy drugi gorszy. Żaden sąd na świecie nie jest w stanie ustanowić idealnej sprawiedliwości. Zawsze będą sprawy, w których niewinni zostaną skazani a przestępcy prawa uwolnieni. Jest też wiele spraw, w których winni otrzymali niesprawiedliwe wyroki. Na przykład, gdy człowiek ukradnie 1000 $, może zostać skazany na kilka miesięcy lub kilka lat więzienia. Nie jest to sprawiedliwość w oczach Boga. Prawdziwa sprawiedliwość wymaga, żeby złodziej zapłacił swojej ofierze podwójną rekompensatę (Wj. 22:4) i, jeśli nie ma pieniędzy, musi zostać skazany na przymusowe roboty, żeby je zarobić. W tym czasie „podlega prawu” do czasu, aż jego dług wobec strony poszkodowanej zostanie w pełni spłacony.

Są też sprawy, w których sprawiedliwości nie da się osiągnąć w ludzkich sądach, gdyż nie ma wystarczających dowodów do skazania kryminalisty. Są miliony takich spraw w każdym kraju. Ten problem spowodował w wielu krajach przekonanie, że należy skazywać podejrzanych kryminalistów nawet, gdy odpowiednie dowody nie istnieją. Lecz to tylko pogarsza problem. Jeżeli brakuje dowodów, ofiara ma prawo złożyć apelację w boskim sądzie i otrzymać sprawiedliwy wyrok w taki sposób i w takim czasie, który Bóg uzna za stosowne. Jednak, gdy takie odwołanie zostanie złożone, ofiara musi pozostawić je w rękach Boga w celu osądzenia. Musi przebaczyć i zapomnieć o sprawie bo, jeśli tego nie zrobi, to tym samym wycofa sprawę z rąk Boga i nie powinna oczekiwać, że Bóg wdroży Swój wyrok.

Jest też wiele spraw, w których fałszywy świadek wypaczy sprawiedliwy wyrok. Tacy świadkowie albo kłamią w celu uwolnienia przestępcy albo, żeby skazano niewinnego.

We wszystkich niesprawiedliwie osądzonych sprawach, ludzie maja prawo odwołania do Bożego Sądu Najwyższego. Jedyny wymóg to wiara w to, że Bóg naprawdę wysłuchał ich sprawę. Jeśli nie mają wiary w Boga, nie skorzystają z tej możliwości.

Chrześcijanie powinni mieć świadomość, że zanim skierują odwołanie do Bożego Sądu Najwyższego, należy to głęboko przemyśleć i poprzedzić modlitwą oraz zdać sobie sprawę z konsekwencji takiej apelacji. Każde prawomocne odwołanie skierowane przeciw rządowi z powodu jego niesprawiedliwości podnosi jego poziom niegodziwości i ostatecznie spowoduje jego upadek. Biblia nawiązuje do tej zasady w Ks. Rodzaju 15:16, która mówi o potomkach Abrahama:

16 Twoi potomkowie powrócą tu dopiero w czwartym pokoleniu, gdy już dopełni się miara niegodziwości Amorytów».

Bóg za zdecydował o wykoniu wyroku na „Amorytach”, lecz powiedział Abrahamowi, że nie nastąpi to jeszcze w następnych czterech pokoleniach. Wielu Amorytów cierpiało niesprawiedliwość z rąk przywódców, bo ci przywódcy niewiele wiedzieli o boskim prawie. Bóg słyszał ich skargi nawet, jeśli wydawało się, że je ignoruje przez wieki.

Wynika stąd lekcja, że ilekroć obywatele apelują do Boga w proteście przeciw niesprawiedliwości, ich petycje podnoszą poziom niegodziwości całego narodu.  Jeżeli dana nacja nie wyrazi skruchy i nie powróci do posłuszeństwa Bożemu prawu, taka nacja zostanie ostatecznie zniszczona. Dlatego każda ofiara niesprawiedliwości powinna zadać sobie pytanie, czy chce być częścią zbiorowej petycji, prowadzącej do obalenia narodu pamiętając, że wielu niewinnych ludzi może wówczas zostać zabitych.

Składane są też prawomocne odwołania do Boga skierowane bardziej wobec osób indywidualnych, niż wobec całych rządów. Tu również ofiary powinny zadać sobie pytanie, czy naprawdę chcą, by Bóg wymierzył im sprawiedliwość. W przypadku zazdrosnego męża z Ks. Liczb 5 mąż niekoniecznie chciał poddać żonę sądowi bożemu. Faktycznie, jeżeli naprawdę kochał swoją żonę, mógł nie chcieć, by stała się bezpłodna. Mógł dać jej czas łaski (jaki i Bóg nam daje), modląc się raczej o zmiłowanie i skruchę dla niej, niż o sprawiedliwość.

Ofiara ma zawsze prawo apelowania o łaskę, zamiast o sprawiedliwość. Sędzia takiego prawa nie posiada. I tak, w sprawie przedłożonej Bogu podtrzyma On prawa obu stron i osądzi odwołanie sprawiedliwie. Bóg zna ukryte szczegóły wszystkich spraw sądowych, bo jest On świadkiem wszystkich rzeczy. Może tak być, że podejrzliwy mąż zaniedbał potrzeby żony, fizyczne lub emocjonalne. Może nie kocha jej prawdziwie, co pozostawiło próżnię w jej życiu i doprowadziło ją do zdrady. Może dręczył ją i traktował, jak niewolnicę i jedyną droga ucieczki było dla niej odejście do drugiego mężczyzny, który odnosił się do niej ze współczuciem.

Istnieje wiele możliwości. Bóg rozsądza każdą sprawę w posiadaniu kompletnej wiedzy o wszystkich okolicznościach. Gdy zazdrosny mąż odwołuje się do Boga o sprawiedliwość, może się spodziewać, że on również zostanie osądzony razem ze swą żoną. Może nawet zostać osądzony surowiej jeżeli przyczynił się do jej upadku. 

Z tej przyczyny, zanim odwołamy się do Bożego Sądu Najwyższego, było by mądrze zrobić wewnętrzny obrachunek wiedząc, że Bóg osądzi wszystkie strony sprawiedliwie, z zastosowaniem takich standardów miary, jakimi my sami posługujemy się osądzając innych.

Równe odważniki i miary

U Mateusza 7:1 i 2 Jezus radzi nam:

1 Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. 2 Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Jezus nawiązywał do biblijnego prawa na temat równych miar i wag, gdy powiedział: „Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą (dosłownie: jaką miarą odmierzycie, tak i wam odmierzą).

Przepisy w Ks. Powtórzonego Prawa 25:13-16 głoszą:

13 Nie będziesz miał w torbie podwójnego ciężarka (odważnika): cięższego i lżejszego; 14 nie będziesz miał w swoim domu podwójnej efy (miary objętości): większej i mniejszej. 15 Będziesz miał ciężarek nie umniejszony i dokładny; będziesz miał efę nie umniejszoną i dokładną, abyś długo żył na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój; 16 gdyż brzydzi się Pan każdym, który tak czyni, każdym, który postępuje niesprawiedliwie.

W tamtych czasach jedzenie, pieniądze i wiele innych rzeczy było sprzedawanych na wagę. Jeżeli sprzedawca używał sfałszowanych odważników, mógł oszukać kupującego. Takie postępowanie było i jest bezprawne w oczach Boga.

Ale to samo prawo ma również zastosowanie w wymiarze duchowym. Gdybym ważył własne grzechy z użyciem cięższych odważników, to grzechy te wydawałyby się „lekkie” przez porównanie. Co by Bóg o mnie pomyślał, gdybym ważył te same grzechy u innych ludzi z użyciem lżejszych odważników, sprawiając, że wydawałyby się relatywnie „cięższe”?. Jest to nielegalne w oczach Boga. Bezprawne jest użycie „podwójnych/różniących się odważników” w określaniu wagi grzechów.

Jezus mówi jasno, że Bóg osądzi nas stosownie do standardów, jakich my sami używamy w stosunku do grzechów innych ludzi. Jeżeli osądzamy innych stosując surowsze standardy niż, gdy osądzamy siebie, jesteśmy fałszywym świadkiem. Jest to próba uzyskania za ten sam grzech cięższego wyroku prawa dla innych, niż dla siebie. W rezultacie, gdy odwołamy się do niebiańskiego sądu Boga w związku z jakąś niesprawiedliwością, która nas spotkała, Bóg rozsądzi sprawę odpowiednio do naszych własnych standardów miary.

Z tego oto powodu powinniśmy mieć dokładne odważniki i miary objętości (efy) w naszej „torbie”. Wówczas Bóg osądzi nas zgodnie z prawidłowym standardem miary. Jeżeli w naszych sercach poddajemy się boskiemu prawu, mamy wówczas również prawo apelowania o ułaskawienie i miłosierdzie. Tak, prawo zawiera te zasady. Każda ofiara przebłagalna za grzech stanowiła warunek uzyskania ułaskawienia i zmiłowania. Jako Chrześcijanie mamy prawo odwołania się do krwi ofiarnej Jezusa Chrystusa (1 Jana 1:9 i 2:2 On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata.)

Kobieta przyłapana na cudzołóstwie.

W ósmym rozdziale Ew. Jana widzimy bardzo specyficzny przykład tego, jak Jezus odniósł się do sprawy kobiety oskarżonej o cudzołóstwo. Do tej sytuacji odnosiła się treść Ks. Liczb 5, ponieważ w świetle Bożego prawa była ona tak długo podejrzaną o cudzołóstwo, dopóki nie udowodniono jej winy. Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę do Jezusa twierdząc, że przyłapali ją na samym akcie cudzołóstwa. Byli oni świadkami i chcieli, by Jezus był sędzią. Poinformowali Go również o prawie z Ks. Powtórzonego Prawa 22: 22, które zalecało ukamienowanie złapanych na cudzołóstwie. Wers ten brzmi:

22 Jeśli się znajdzie człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. Usuniesz zło z Izraela.

Domniemywa się, że kobieta cudzołożna jest zamężna. Ponieważ Jezus nie dyskutował z nimi w tym temacie, my również przyjmiemy to założenie. Musimy jednak zapytać, dlaczego również mężczyzna nie został przyprowadzony do Jezusa. To prawo określa, że OBOJE umrą.

Jezus nie odmówił wysłuchania sprawy, ale zrobił w tamtym momencie coś dziwnego. Jana 8:6:

6 …Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.

Niewielu ludzi rozumie, dlaczego Jezus tak postąpił, słyszałem wiele teorii. Niektórzy mówią, że Jezus ich po prostu ignorował. Bodajże najpopularniejsza teoria głosi, że Jezus zaczął spisywać imiona wszystkich tych, którzy również popełnili cudzołóstwo z tą kobietą. Jednak, gdy pojmiemy mającą tu zastosowanie zasadę prawną, staje się jasne, co takiego zapisywał Jezus. Odpowiedź znajduje się w Ks. Liczb 5:23:

23 Teraz wypisze kapłan na zwoju słowa przekleństwa, a następnie zmyje je wodą goryczy.

W prawie dotyczącym posądzenia [zazdrości] kapłan (który pełnił rolę sędziego) miał wypisać słowa przekleństwa (wyroku) na zwoju. Jezus nie miał przy sobie zwoju, zaczął więc wypisywać wyroki prawa na ziemi. Oskarżyciele kobiety nie zrozumieli w pierwszej chwili, co robił Jezus, bo w normalnych okolicznościach zapis byłby na zwoju. Po drugie oskarżyciele odwoływali się do prawa zapisanego w Ks. Powtórzonego Prawa 22:22, ponieważ zakładali, że kobieta jest winna jeszcze przed rozpoczęciem przewodu sadowego. Jednakże Jezus sądził ją według innego przepisu prawa (Ks. Liczb 5) ponieważ składał apelację w tej sprawie w Bożym Sądzie Najwyższym.

Jezus rozpoznał fakt, że świadkowie w jej sprawie byli mało wiarygodni choćby z tej przyczyny, że nie przyprowadzili na sąd również mężczyzny. Jezus wiedział, że nie było możliwości zaoferowania tej kobiecie sprawiedliwego procesu sądowego oraz, że uczeni w Piśmie i faryzeusze mieli tu swoje ukryte motywy. Użyli oni tej kobiety do zastawienia pułapki na Jezusa i byli skłonni poświęcić jej życie, żeby tylko osiągnąć swój cel.

W dodatku w tamtych czasach nie można było wykonać na nikim wyroku śmierci, zanim rzymskie władze nie wyraziły na to zgody. Dlatego Jezus nie miał prawa skazać jej na śmierć nawet, gdyby był to słuszny wyrok. I dlatego odwołał się On do jedynej zasady prawnej, która mogła mieć w tamtych okolicznościach zastosowanie. Złożył apelację w sprawie kobiety w Sądzie Najwyższym i osądził ją według przepisów prawa z Ks. Liczb 5 a nie według zapisów z Pwt. 22:22.

W pierwszej chwili uczeni w Piśmie nie zrozumieli Jego postępowania, naciskali więc na Jezusa, by wydał wyrok. Wtedy uciszył ich, jak podano w Ew. Jana 8:7-8:

7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». 8 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.

Innymi słowy, Jezus informował ich, że odwoływał się do Jedynego, który był wystarczająco doskonały by wydać wyrok w tej sprawie. Jeśli ktokolwiek w tłumie uważał się za równie doskonałego jak Bóg, to niech rzuci pierwszy kamień. Ostatecznie prawo stanowiło, że świadkowie mieli pierwsi rzucać kamień na winnych przestępstwa podlegającego karze śmierci (Pwt. 17:7: Ręka świadków pierwsza się wzniesie przeciw niemu, aby go zgładzić). Oni rozumieli jednak, że gdyby to zrobili, nie byłoby to na polecenie Jezusa. Nie mieli też prawa wykonać na nikim egzekucji bez narażenia się na niebezpieczeństwo kary ze strony rzymskich władz.

To w końcu przykuło ich uwagę i zrozumieli, z zastosowaniem którego prawa Jezus sadził tą kobietę; a raczej na podstawie jakiego prawa odwoływał się do Sądu Najwyższego. Gdy Jezus wypisał na piasku dość, by mogli to odczytać zrozumieli, że Jezus nie mógł wydać wyroku, gdyż skierował sprawę do Boga. Ponieważ ich jedynym celem było zapędzenie Jezusa w pułapkę zrozumieli, że ich plan się nie powiódł i jeden po drugim odeszli.

Może wiedzieli, że gdy człowiek odwołuje się do Sądu Najwyższego, Bóg zawsze osądza w pierwszej kolejności oskarżyciela zanim osądzi oskarżonego. Bóg osądza całą sytuację i wszystkich jej uczestników bezstronnie i kompleksowo. Uczeni w Piśmie i faryzeusze wiedzieli, że wykorzystali tą kobietę bezprawnie do zastawienia pułapki na Jezusa. Z tego powodu kobieta również miała sprawę przeciw nim. Może nawet wiedzieli, że lepiej dla nich będzie zrezygnować jak najszybciej z oskarżeń, gdyż to ich Bóg osądziłby w pierwszej kolejności.

Niezależnie od stopnia zrozumienia wkrótce wszyscy, którzy przyprowadzili kobietę do Jezusa, opuścili salę sądową. Jezus, Jego uczniowie i kobieta zostali sami. Jezus zapytał ją, gdzie są wszyscy oskarżyciele. Nie było żadnego. To zakończyło przewód sądowy, gdyż nie było świadków w jej sprawie. Kontynuowanie rozprawy byłoby nielegalne, jak czytamy w Pwt. 19:15:

15 Nie przyjmie się zeznania jednego świadka przeciwko nikomu, w żadnym przestępstwie i w żadnej zbrodni. Lecz każda popełniona zbrodnia musi być potwierdzona zeznaniem dwu lub trzech świadków.

Jeżeli nie ma świadków, to nie ma sprawy sądowej. Jezus i uczniowie nie byli świadkami zdrady i to, czy uważali kobietę za winną, czy nie, nie miało znaczenia. Świadkowie odeszli, nie wiemy, gdzie przebywał jej mąż. Mąż, nawet nie będąc świadkiem zdrady, jeżeli ją podejrzewał, miał prawo zwrócić się do Bożego Sądu i doprowadzić do tego, by wypiła wodę gorzką, jak zapisano w prawie dotyczącym posądzenia [zazdrości]. Jedynie mąż miał do tego prawo, jako potencjalna ofiara zdrady.

Oto arcydzieło mądrości i umiejętności w stosowaniu prawa! Uczeni w Piśmie i faryzeusze nie byli dla Jezusa godnymi przeciwnikami głównie dlatego, że samo prawo zawiera wszelkie przepisy gwarantujące, że sprawiedliwości stanie się zadość; gdyby tylko ludzie zadali sobie trud i poznali prawo. I w taki oto sposób Jezus po raz kolejny pobił ich w ich własnej grze.

 Wojna z Beniaminitami

 Inny ważny biblijny przykład funkcjonowania Sądu Najwyższego znajdziemy w Ks. Sędziów 19-21. W tej sprawie kilku mężczyzn z plemienia Beniamina było winnych gwałtu i morderstwa. Mąż ofiary – Lewita - wniósł oskarżenie przeciw nim, lecz przywódcy plemienia Beniaminitów odmówili wydania winnych na sąd. W ten sposób całe plemię Beniamina stało się winne i podlegało sądowi.

Każdy, kto utrudnia wdrożenie sprawiedliwego wyroku, staje się odpowiedzialny za zaistniałą niesprawiedliwość. Obejmuje to również sędziów i fałszywych świadków.

Niestety, cała sytuacja rozwijała się w coraz gorszym kierunku. Oskarżające plemiona skontaktowały się z przedstawicielami plemienia Beniamina z dumą i oskarżeniami, zamiast w duchu łagodności i miłości. Przybyli w asyście armii, liczącej około 400 000 ludzi, aby wykonać wyrok na kryminalistach, jeszcze zanim odbyła się rozprawa sądowa (Sdz.20:2). Uznali za pewną winę sprawców przed ich wysłuchaniem. Sdz. 20:12-13:

12 Pokolenia izraelskie porozsyłały posłów do wszystkich Beniaminitów, aby im donieść: «Cóż to za zbrodnię popełniono między wami? 13 Wydajcie teraz tych mężów przewrotnych z Gibea, abyśmy ich zgładzili i tak wyplenili zło z Izraela». Ale Beniaminici nie chcieli słuchać głosu swych braci, Izraelitów.

Wina Beniaminitów była faktem, gdyż Biblia mówi nam, że ten gwałt/morderstwo zdarzyły się, a samo plemię odmówiło poprawnego rozwiązania tej sprawy. Jednakże widzimy w tle tej historii również zadufałość pozostałych plemion. Nie wystarczy dążyć do sprawiedliwości. Należy szukać sprawiedliwości w legalny sposób, żeby doprowadzić winnych do osądzenia bez bycia osądzonym wraz z nimi.

W swojej zadufałej gorliwości plemiona udały się do Boga po odpowiedzi. Otrzymali poprawną odpowiedź, lecz zadali niewłaściwe pytanie, jak czytamy w Ks. Sędziów 20:18:

18 Powstali więc i poszli do Betel, aby zasięgnąć rady u Boga. Tam mówili Izraelici: «Który z nas najpierw wystąpi do boju z Beniaminitami?» - «Juda wystąpi pierwszy» - odpowiedział Pan.

Pytając o to, kto ma poprowadzić atak przeciw synom Beniamina, założyli przedwcześnie, że powinni rozpocząć bitwę. W pierwszej kolejności powinni byli raczej zapytać Boga, jak uporać się z tą sprawą. Gdyby tak postąpili, to wierzę, że Bóg powiedziałby im, by udali się do Beniaminitów w duchu miłości i łagodności, być może po kilku dniach modlitwy i postu, żeby upewnić się, ze nie kładą jakichś przeszkód pod nogi Beniaminitów.

Gdyby to odwołanie nie zadziałało, nadal nie powinni zakładać potrzeby wojny. Wojna to ostateczność. Najpierw powinni byli zaapelować o sprawiedliwość do Bożego Sądu Najwyższego. Następnie mogli zadać pytanie, czy Bóg chciał by rozpoczęli wojnę w celu wykonania wyroku na plemieniu Beniamina.

Lecz Izraelici już zdecydowali się na bitwę, bo Lewita rozpalił ich emocje. I tak Bóg posłał Judę pierwszego do boju przeciw Beniaminowi. Synowie Judy byli posłuszni. Sdz.20:20:

20 Potem Izraelici, przygotowawszy szyki przeciw Beniaminitom, stanęli gotowi do boju przeciw Gibea. 21 Lecz Beniaminici wypadli z Gibea i dnia tego porazili dwadzieścia dwa tysiące Izraelitów.

Juda był posłuszny, ale i tak przegrał bitwę. Jak to możliwe? Najwyraźniej Bóg osądził najpierw oskarżycieli. Juda zapewne był głównym oskarżycielem. Plemię Judy było zawsze najbardziej gorliwe i najbardziej religijne spośród wszystkich plemion Izraela. Nic dziwnego, że wiele lat później, w dniach Jezusa, plemię Judy było takie gorliwe, ale i takie zadufałe (faryzejskie).

Juda nie mógł uwierzyć, że stracił w bitwie 22 tysiące żołnierzy. Ostatecznie byli jedynie „posłuszni Bogu”. Dlatego Izrael przygotował się do kolejnej bitwy; Sdz.20:22-23:

22 Wzmocniwszy się mężowie izraelscy przygotowali szyki do boju na tym samym miejscu, gdzie walczyli dnia poprzedniego. 23 Wtedy Izraelici poszli i płacząc przed Panem aż do wieczora, pytali się Pana, mówiąc: «Czyż mamy dalej walczyć z Beniaminitami, braćmi naszymi?» Pan im odpowiedział: «Wystąpcie przeciwko nim!»

Widzimy, że Izrael w końcu zadał Bogu właściwe pytanie: «Czyż mamy dalej walczyć z Beniaminitami, braćmi naszymi?». Przegrawszy pierwszą bitwę, zaczęli się zastanawiać, czy w ogóle powinni byli walczyć. Jednak wówczas już tryby sprawiedliwości zostały puszczone w ruch i Bóg zawyrokował, że 40 000 synów Izraela musiało umrzeć za swoje własne grzechy, zanim Bóg przystąpi do osądzenia Beniaminitów za ich grzechy. I tak, w następnej bitwie zginęło 18 000 żołnierzy Izraela; Sdz.20:24-25

24 I drugiego dnia napadli Izraelici na Beniaminitów. 25 A Beniaminici wypadłszy z Gibea i tym razem porazili spośród Izraelitów osiemnaście tysięcy - wszystkich dobywających miecza.

To zakończyło fazę sądu nad Izraelem, zadekretowaną przez Boga. Dopiero wówczas Izraelici zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że Bóg sądzi ich w pierwszej kolejności - za ich grzechy. Dlatego następny dzień spędzili w odosobnieniu poszcząc i modląc się, oferując ofiary całopalne w ramach pokuty za swoje grzechy. Tragedią było to, że nie przyszło im to do głowy na początku całej sprawy; wówczas zapobiegliby sądowi przeciw sobie i, być może, nawet samej wojnie cywilnej.

Po modłach i poście Izrael zwrócił się ponownie do Boga z pytaniem, czy powinni przystąpić do bitwy. Tym razem było to właściwe pytanie i właściwy motyw, Sdz. 20:28:

28 …[wystąpił] Pinchas, syn Eleazara, syna Aarona), mówiąc: «Czyż jeszcze mamy wyruszyć do walki z potomkami Beniamina, braćmi naszymi, czy też mamy jej zaniechać?» Odpowiedział im na to Pan: «Idźcie, jutro bowiem wydam ich wam w ręce».

Tym razem bitwa przyniosła klęskę Beniaminitom, gdyż Bóg z kolei rozpoczął sąd nad ich grzechami. Zwróćmy uwagę, że Izraelici modlili się, pościli, pokutowali i składali ofiary za swe własne grzechy, lecz nie zrobili nic na rzecz grzechów Beniamina. Dlatego niewiele łaski było do okazania temu plemieniu. Nadszedł czas sądu i nie było nikogo, by stanąć w wyłomie, żadnego orędownika, który wstawiłby się przed Bogiem w ich sprawie. To również jest wielka tragedia – zarówno w tamtych dawnych czasach, ale i możliwa współcześnie.

Niemal całe plemię Beniamina zostało zniszczone. Ponad 25 000 Beniaminitów zostało zabitych i tylko 600 mężczyzn ostało się przy życiu zanim Izraelici – w końcu – przebaczyli i odpuścili Beniaminowi. Dopiero PO tej finalnej bitwie Izrael wstawił się za swymi braćmi, poprzez ofiarowanie ofiar za nich. Sdz. 21:2-4:

2 Udał się więc lud do Betel, gdzie trwał przed Bogiem aż do wieczora, podnosząc lament i zalewając się gorzkimi łzami. 3 Mówili: «Panie, Boże Izraela, dlaczegoż zdarzyło się to w Izraelu, że dzisiaj ubyło w nim jedno pokolenie?» 4 Nazajutrz lud wstał i zbudował tam ołtarz, na którym złożył całopalenia i ofiary biesiadne.

Gdy niemal całe plemię zostało zniszczone, reszta Izraela zaczęła odgrywać rolę jego obrońcy, czy też adwokata Beniamina. Teraz nie byli już Prokuratorem, oskarżycielem. Dopiero wówczas zaczęli badać prawo, żeby użyć go również, jako instrumentu łaski, a nie tylko narzędzia sądu (Sdz.21:16-24). Jakże straszny sposób na nauczenie się drogi przywrócenia do wspólnoty swego brata w duchu łagodności i pokory!

Chrześcijanie muszą także nauczyć się tej lekcji. Ew. Jana 14:16 mówi o Duchu Świętym używając terminu „Pocieszyciel”. Greckie określenie to Paraclete, które oznacza adwokata obrony (obrońcę), który daje wsparcie i pocieszenie osobie oskarżonej o przestępstwo w sądzie. Jeżeli wykonujemy dzieła naszego Ojca, naszą główną rolą w życiu będzie używanie prawa dla dobra ludzi. Jeżeli twój „klient” zgrzeszył i jest zagrożony Bożym sądem, rolą Chrześcijanina nie jest odłożenie prawa, lecz pokazanie grzesznikowi, jak użyć w sposób właściwy przepisów prawa dla odkupienie grzechu, żeby mógł być on usprawiedliwiony w boskim sądzie.

Jednakże wielu przyjmuje w sądzie rolę Adwersarza, to jest: Prokuratora. Greckie słowo na Adwersarza to: Diabolos, czyli „diabeł”. Wszystkie diabły z definicji są oskarżycielami publicznymi, którzy oskarżają ludzi o grzech próbując ich zniszczyć. Chrześcijanie nie powinni „mieć diabła za ojca” i wykonywać jego dzieł (Jana 8:44Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca.”)

Gdyby Izrael rozumiał te podstawowe zasady prawne, Biblijna historia byłaby całkiem inna. Jednak 65000 Izraelitów zginęło nie tylko z powodu grzechu, lecz również dlatego, że „prawi” ludzie nie znali podstawowych zasad miłości, miłosierdzia i sądu. Podobnie, jak starożytne królestwa, które upadły z pozornie błahych powodów, tak też plemię Beniamina zostało zniszczone z powodu braku odrobiny miłości okazanej w trakcie oskarżenia go o grzech. Z powodu braku miłości zabrakło miłosierdzia, a potem z powodu braku miłosierdzia życie straciło 65 000 ludzi.

Sąd nadciąga również do Ameryki z powodu grzechów. na które daje ona przyzwolenie. Czy ktoś „stanie dla niej w wyłomie” (Ez. 22:30), żeby oszczędzić ludzkie istnienia? Czy też kościół nadal będzie wzywał ognia z nieba na głowy grzeszników? Czy jesteśmy skazani na powtórzenie przeszłych błędów Izraela? Nie sposób przecenić wagi przyswojenia sobie tej lekcji ZANIM nasze ulice pokryją się trupami. Pamiętaj, że życie, które ocalisz, może być twoim własnym życiem.

Suwerenność Boga; autorytet człowieka

Bóg jest suwerenny, jednakże zdecydował On o daniu władzy człowiekowi na ziemi. Po raz pierwszy była ona dana w Ks. Wyjścia 1:26-28:

26 wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» … 28 Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi».

W Biblii króla Jakuba użyto zwrotu: „niech mają dominium”. Jest to pierwsze oddelegowanie autorytetu (władzy) na ziemi. Apostoł Paweł mówi o tym w Liście do Rzymian 13:1:

1 Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga.

Każda władza w ostatecznym rozrachunku jest ustanowiona przez Boga, nawet ta najbardziej represyjna. Król Babilonu Nabuchodonozor był wielkim władcą z politycznego punktu widzenia, jednak był równie okrutny, jak każdy inny bezbożny król. Bóg użył go jako przykładu na pokazanie nam Swojej suwerenności nawet nad takimi bezbożnymi władcami. W ks. Daniela 4 mamy świadectwo Nabuchodonozora o tym, jak Bóg okazał Swoją suwerenność poprzez pozbawienie go panowania na siedem okresów czasu (Dn 4:28). Nabuchodonozor przyswoił sobie lekcję, opisaną w Dn. 4:21-22:

21 to jest wyjaśnienie, królu, i postanowienie Najwyższego, które dopełni się na królu, moim panu. 22 Wypędzą cię spośród ludzi i będziesz przebywał wśród lądowych zwierząt. Tak jak wołom będą ci dawać trawę do jedzenia, a rosa z nieba będzie cię zwilżać. Siedem okresów czasu upłynie nad tobą, aż uznasz, że Najwyższy jest władcą nad królestwem ludzkim i powierza je, komu zechce.

Wszystko to się spełniło i nawet w starożytnej historii Babilonu istnieje „cichy” okres w opisie panowania Nabuchodonozora, odpowiadający okresowi jego obłędu. Na zakończenie tego okresu król mówi nam:

31 Gdy zaś upłynęły oznaczone dni, ja, Nabuchodonozor, podniosłem oczy ku niebu. Wtedy powrócił mi rozum i wysławiałem Najwyższego, uwielbiałem i wychwalałem Żyjącego na wieki, bo Jego władza jest władzą wieczną, panowanie Jego przez wszystkie pokolenia. 32 Wszyscy mieszkańcy ziemi nic nie znaczą; według swojej woli postępuje On z niebieskimi zastępami. Nie ma nikogo, kto by mógł powstrzymać Jego ramię i kto by mógł powiedzieć do Niego: «Co czynisz?» 33 W tej samej chwili powrócił mi rozum i na chwałę Jego panowania powrócił mi majestat i blask. Doradcy moi i możnowładcy odszukali mnie i przywrócili mi władzę królewską, i dano mi jeszcze większy zakres władzy. 34 Ja, Nabuchodonozor, wychwalam teraz, wywyższam i wysławiam Króla Nieba. Bo wszystkie Jego dzieła są prawdą, a drogi Jego sprawiedliwością, tych zaś, co postępują pysznie, może On poniżyć.

Prawdziwy rozum to wiedza o tym, że Bóg jest suwerenny na ziemi. „Może On” poniżyć i obalić nawet największego króla. W konsekwencji, jeżeli Bóg NIE poniża tych okrutnych władców, to dzieje się tak dlatego, że ustanowiono ich w ramach wyroku za grzechy ludzi. Widzimy to w przywołanym wcześniej przypadku królestwa Judy, które Bóg poddał Nabuchodonozorowi.

W ramach Swojej suwerenności Bóg ustanowił władzę (autorytety) na ziemi i udzielił jej pewnym mężczyznom i kobietom zgodnie ze Swoją wolą. Obejmuje to nie tylko przedstawicieli rządu, ale też „duchowe dary i powołania”, które realizujemy w naszym życiu. 1 list do Koryntian 12:28 brzmi:

28 I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, [uzdrowicieli], wspierania pomocą (antilepsis), rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami.

Apostołowie, prorocy i nauczyciele to trzy spośród pozycji rządowych, które Bóg ustanowił w Kościele. Są one częściowo przeznaczone do nauki Chrześcijan i do pomocy w Bożym Sądzie Najwyższym tak, aby ustanowić prawy rząd po pierwsze: w Kościele, a po drugie: na całym świecie.

Inni z nas mają duchowy autorytet w dziedzinie uzdrawiania, administracji a nawet wspierania pomocą. Greckie słowo na „pomoc” to antilepsis i zawiera w sobie również rozumienie, postrzeganie i rozeznanie, które jest pomocne dla innych. Jest to jeden z najważniejszych darów dla Kościoła i być może najbardziej deficytowy ze wszystkich. Może dlatego, że ten dar nie jest tak efektowny, jak inne z darów.

Kiedykolwiek Bóg zawezwie kogoś do wykonania zadania, jest to boska nominacja i jest ona przykładem na to, jak Bóg ustanawia autorytet na ziemi. Niezależnie od tego, czy ten autorytet jest mały czy duży - nie powinien być lekceważony.

Święci będą sądzić świat

Paweł 1 list do Koryntian 6:2-3:

2 Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach? 3 Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? O ileż przeto więcej sprawy doczesne!

Gdy Bóg chce obalić królestwa, powołuje mężczyzn i kobiety i namaszcza ich duchowym autorytetem, by je usunąć. Jest to osiągane przez wojowników modlitwy, których Bóg szkoli w dziedzinie korzystania z duchowego autorytetu. W wyznaczonych czasach są oni powołani do wypowiedzenia pewnych dekretów (postanowień) przed boskim sądem. Krótko po tym upadają narody, często za sprawą wojskowych, którzy nie mają pojęcia o tym, że ich władza jest dana przez Boga poprzez dekrety duchowych wojowników modlitwy.

W proroczym śnie Nabuchodonozora (Dn. 4), w którym widział on siebie, jako drzewo, które zostało ścięte i odrzucone na „siedem okresów czasu” to CZUWAJĄCY zadekretowali, że drzewo ma być ścięte. Ks. Daniela 4:13,14:

10 Patrzyłem, w moim łożu, na obrazy [istniejące] w mojej głowie, a oto Czuwający i Święty zstępował z nieba. 11 Wołał On głośno i tak mówił: "Wyrąbcie drzewo i obetnijcie gałęzie, otrząśnijcie liście i odrzućcie owoce! Zwierzęta niech uciekają spod niego, a ptaki z jego gałęzi!

Podkreślona część zdania po hebrajsku brzmi: czuwający święty (porównaj z Pwt. 33:3 z listem Judy 1:14). To zdanie nie mówi o dwóch różnych istotach. Czuwający to wierny, który jest wzbudzony i czujny, rozeznaje czasy i okresy. Słyszy on głos Boga i wie, kiedy wypowiedzieć takie dekrety w imię Boga. Jest on postrzegany w tej wizji, jako zstępujący z nieba nie dlatego, że jest świętym lub aniołem, lecz dlatego, że jego duch był obecny w Bożym Sądzie i teraz ogłasza jego wyrok.

Paweł mówi, że święci będą sądzić świat.

Przywołany w powyższym cytacie czuwający to, moim zdaniem nikt inny, lecz sam Daniel. Zadekretował on tymczasowe obalenie Nabuchodonozora, które to zdarzenie z kolei ustanowiło wzorzec dla czasowego obalenia Babilonu. Było ono czasowe, bo pień pozostał nietknięty i w późniejszym okresie powrócił do życia, jako „Wielki [tajemniczy] Babilon”, który powstał w 20 wieku, w 1914 r., około 2520 lat po tym, jak Babilon stał się imperium około 607 roku p.n.e.

W 1987 r. upłynęło 2520 lat od czasu upadku Babilonu w 537 r. p.n.e.

Rok 2001 był 2520 rokiem, licząc od daty rozpoczęcia posługi Aggeusza. wzywającego ludzi do odbudowy świątyni.

W roku 2006 upłynęło 2520 lat od czasu zakończenia odbudowy drugiej świątyni w Jeruzalem. Pytanie brzmi: jeżeli budowa prawdziwej świątyni Boga zakończyła się w 2006 roku, kiedy napełni On ją Swoją chwałą? Wierzę, że będzie to w czasie  Święta Szałasów, nie wcześniej niż w 2006 roku, lecz niekoniecznie w tymże roku. Może są jeszcze inne boskie plany do zrealizowania, jak utworzenie naczyń świątynnych.

Tak się składa, że numeryczna wartość (gematria) określenia „siedem lat” w języku hebrajskim, to 2520, wg książki Bonnie Gaunt „Czas i biblijny kod numeryczny"(Time and the Bible’s Number Code) str. 157. Siedem lat zajęło Nabuchodonozorowi uznanie, że Bóg jest Królem Uniwersum i ten okres czasu przepowiada dłuższy okres 2520 lat. Kiedy król wydał oświadczenie w ks. Daniela 4:34-37, deklarując w istocie poddanie Babilonu Bogu, ustanowił on jednocześnie proroczy wzorzec dla wydarzeń w przyszłości. Księga Objawienia 11:15-17 opisuje to wydarzenie słowami:

15 I siódmy anioł zatrąbił, i w niebie powstały donośne głosy mówiące: «Nastało nad światem królowanie Pana naszego i Jego Pomazańca  i będzie królować na wieki wieków». 16 A dwudziestu czterech Starców,  zasiadających na tronach swych przed tronem Boga,  padło na oblicza i oddało pokłon Bogu, 17 mówiąc: «Dzięki czynimy Tobie, Panie, Boże wszechmogący,  Który jesteś i Który byłeś, żeś objął wielką Twą władzę i zaczął królować.>>

Drogą inspiracji, Daniel – czuwający – wydał dekret z Niebiańskiego Sądu i dwanaście miesięcy później nastąpiła pierwsza faza jego wypełnienia. Król Babilonu został usunięty z tronu na pewien czas. Jesteśmy obecnie generacją czasu drugiego wypełnienia się tego samego proroczego Słowa i faktycznie, podwójny świadek już wystąpił w celu obwieszczenia obalenia Wielkiego Babilonu. I znów zostało to zrobione ustami czuwających. Słowo został zadekretowane 29 listopada 1993 r., w szczytowym momencie Jubileuszowej Kampanii Modlitewnej. Być może finalne obalenie Babilonu tym razem zajmie  12 LAT tak, jak w czasach Daniela trwało to 12 MIESIĘCY (Dn. 4:29). Będziemy czuwać.

W ten sposób Bóg używa Swego wpływu na sprawy ludzi. Bóg robi to poprzez ludzkich przedstawicieli. Bóg rzadko robi coś bezpośrednio. Prawie zawsze sprawia On Swoją wolę używając do tego ludzi. Dzieje się tak po prostu dlatego, że dał On człowiekowi władzę na ziemi (Rodzaju 1:26-28). Czyniąc to, Bóg zamierzał ograniczyć się, zamiast robić wszystko własnoręcznie. Jego celem było nauczenie mężczyzn i kobiet bycia Jego dziećmi, wykonującymi dzieła swego Ojca. Gdyby Bóg miał robić wszystko samodzielnie, ludzkość nie miałaby celu, potrzeby nauki i ustanowienia swego autorytetu na ziemi.

Paweł mówi nam, że święci będą sądzić świat. To prawda, ale prawdą jest też, że Jezus Chrystus został ustanowiony Najwyższym Sędzią. Jedyną drogą do tego, by Jezus był uprawniony do bycia Sędzią na ziemi, było jego przyjście na świat w postaci człowieka, gdyż Bóg oddelegował całą władzę nad ziemią człowiekowi. Czytamy o tym w Ew. Jana 5:22 i 27, gdzie Jezus Sam powiedział:

22 Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi... 26 Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. 27 Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym

Zwróć uwagę, że Jezus otrzymał władzę PONIEWAŻ jest On Synem Człowieczym (Adam). Jako Syn Boży miał On władzę w niebie, lecz jako Syn Człowieczy, miał On autorytet na ziemi. Jezus miał prawo rządzić aniołami w niebie jako Syn Boży, lecz musiał zostać Synem Adama, aby stać się prawowitym władcą ziemi.

Faktycznie Adam, jako jednostka indywidualna, otrzymał pełnomocnictwo władzy w roli króla  ziemi. To pełnomocnictwo było przekazywane jego kolejnym potomkom, jako prawo pierworództwa z pokolenia na pokolenie do czasu przekazania go Jezusowi Chrystusowi.

Reprezentuje to porządek prawny, który nie mógł być pominięty. To dlatego genealogia Jezusa została zapisana w Piśmie. Jego genealogia do króla Dawida stanowiła Jego prawo do stania się Królem Judy. Lecz Jego genealogia wstecz do czasu Adama na podstawie rodowodu dziedziczenia prawa pierworództwa, ustanowiła Jego prawo do stania się Królem całej ziemi.

Historia jest zatem historią tego, jak Jezus i Jego dzieci „uczynią sobie ziemię poddaną” (Rodzaju 1:28) i staną się jej sędziami. Ludzie oczekują, że Bóg będzie rządził ziemią bezpośrednio, lecz w rzeczywistości Bóg przekazał cały sąd człowiekowi – a sędzią naczelnym jest Jezus Chrystus. On jest tym, który przemawia do ludzi zdolnych usłyszeć Jego głos. On jest tym, który przekazuje Swój osąd pewnym mężczyznom i kobietom, a oni powinni wypowiedzieć go na ziemi tak, aby wszedł on w życie.

Tą drogą zachowane jest prawo dwóch świadków bo, gdy Jezus przemawia z niebios, a ludzie powtarzają Jego dekrety na ziemi, to niebo i ziemia są świadkami tej prawdy. To  tak zostają ustanowione wszystkie rzeczy, które Bóg czyni na ziemi. On prawdziwie przekazał władzę wykonywania sądu Synowi, ponieważ jest on Synem Adama. Stosuje się to nie tylko do Jezusa, lecz także do Jego Ciała (Kościoła).

W czasie, gdy całe Pismo rozwija ten temat osądzenia ziemi, możemy obserwować wczesne przykłady podboju typu militarnego, jak choćby w dniach Jozuego i Dawida, króla wojownika. Lecz w czasach Jezusa Chrystusa ta metoda podboju przybrała formę bardziej pokojową. Ludzie z czasów Jezusa nie mogli tego zrozumieć, bo nie znali zamysłu Boga. Współcześnie mamy możliwość analizy czasowej i lepszego zrozumienia stopniowego postępu Bożych metod.

Poznanie prawdziwej sprawiedliwości

Cała władza sądowa należy do Jezusa Chrystusa. Nie powinniśmy osądzać żadnego człowieka bez Niego. W rzeczywistości, jeżeli nie usłyszymy najpierw głosu przemawiającego Boga, nie mamy żadnego autorytetu i nasze „wyroki” nie mają mocy. Mary robić tylko to, co widzimy, że robi Jezus tak, jak i On czynił tylko to, co widział, że czyni Ojciec. Jana 5:19:

19 W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. 

Duch Święty (nasz Adwokat) jest tym pośrednikiem, za pomocą którego możemy teraz sądzić świat, gdyż jest to sam Jezus, który osądza świat za naszym pośrednictwem. On jest Głową, my – ciałem. Działamy w Jego imieniu i, gdy sądzimy według Ducha Świętego, to tak naprawdę to nie my sami wydajemy osąd, lecz Jezus w nas. Oddelegował On swój prawo wykonywania sądu w ręce Swego „nasienia” , lecz obciąża to nas takim samym poziomem odpowiedzialności, by sądzić jedynie według Ducha.

Bez nieustannego przewodnictwa Ducha w stronę prawdy nasze sądy będą doczesne i szkodliwe. Kiedykolwiek wydajemy osąd, musi on być objawieniem od Boga, pochodzący ze źródła nadnaturalnej mądrości, która nie zależy od ludzkiego zrozumienia czy zewnętrznych pozorów. Musi on przenikać i osądzać pragnienia i myśli serca. Musi on doprowadzić do rozdzielenia stawów (kości) i szpiku (Hbr. 4:12).

Osąd nie może być doczesny, lecz duchowy, bo Duch w nas jest duchowy. Gdy Chrześcijanie osądzają w sposób doczesny czy według pozorów, to rzucają przekleństwo na ziemię. Nic na to nie poradzą. Lecz gdy osądzają według Ducha, to w efekcie przynoszą litość, łaskę i życie nawet, gdy wcześniej konieczne jest użycie miecza.

Wygląda też na to, że im bardziej jesteśmy zmysłowi (docześni), tym bardziej lubimy osądzać innych. Osądzanie samo w sobie nie jest ani dobre ani złe. Istnieje po prostu, jako odpowiedzialność, zadanie dane nam przez Boga. Jednak, jak każde stanowisko rządowe, powinno ono być piastowane przez ludzi pozbawionych żądzy władzy, gdyż tacy ludzie rozpoznają ciężar odpowiedzialności oraz ogrom własnej nieadekwatności.

Ludzie zmysłowi chcieliby mieć duchowy autorytet by, jak Eliasz, wezwać ogień z nieba na głowy bezbożników Uczniowie Jezusa mieli ten sam problem, gdy byli jeszcze w fazie treningu. Podobnie jest z nami. Gdyby śmiertelnicy znali swoje własne serca, byliby przerażeni swoją chęcią spalenia na popiół „przeciwników Boga” zamiast woli nawrócenia ich mocą ognia Ducha Świętego. Jezus karcił ich za to, że nie znali swoich własnych serc.

Dlaczego współcześnie na świecie jest tylu niewierzących? Dlaczego tylu ludzi nienawidzi Kościoła i Boga, którego rzekomo reprezentują Chrześcijanie? Czy dzieje się tak z powodu naszych licznych dobrych uczynków? Czy dlatego, że sprawiliśmy, iż głusi usłyszeli, a kalecy stanęli na nogi? Czy z powodu okazanego im przez nas miłosierdzia i współczucia? Nie, ci ludzie nienawidzą Jezusa Chrystusa, ponieważ Chrześcijanie byli niesprawiedliwi i przedstawiali Go w złym świetle. Niegodni ludzie podający się za Chrześcijan zdefiniowali Chrześcijaństwo w oczach świata sprawiając, że prawdziwi Chrześcijanie napotykają na ogromne trudności, gdy chcą przezwyciężyć tą reputację.

Psalm 33:5 mówi o Bogu „On miłuje prawo i sprawiedliwość”. Psalm 37 to wspaniały opis pokornych, którzy odziedziczą ziemię:

29 Sprawiedliwi posiądą ziemię i będą mieszkać na niej na zawsze. 30 Usta sprawiedliwego głoszą mądrość i język jego mówi to, co słuszne. 31 Prawo jego Boga jest w jego sercu, a jego kroki się nie zachwieją.

Psalm 89:15 brzmi:

15 Podstawą Twego tronu sprawiedliwość i prawo; przed Tobą kroczą łaska i wierność.

Stanowisko Biblii jest jasne: sprawiedliwość jest bazą każdego rzetelnego osądu. Ci, którzy nie szukają sprawiedliwości dla słabych i biednych, nie spełniają woli Bożej na ziemi nieważne, kto powoduje i czyni niesprawiedliwość. I dlatego aspirujący zwycięzcy powinni studiować boskie prawo, gdyż jest ono fundamentem sprawiedliwości, która pochodzi z Bożego umysłu.

Prawdziwa Boża metoda uczynienia ziemi poddaną.

Żeby zrozumieć ten postęp w czasie, musimy cofnąć się co najmniej do dni Mojżesza. Cały Izrael miał wystarczający poziom wiary, by opuścić Egipt w czasie pierwszego Święta Paschy. Jednakże był to dopiero pierwszy poziom wiary. Gdy przybyli do stóp góry Synaj na Święto Tygodni (Pięćdziesiątnicy) Bóg wypowiedział im na głos Dziesięć Przykazań. Ludzie byli tak bardzo przerażeni, że odmówili przybliżenia się do Boga, chociaż Mojżesz ich do tego nakłaniał (Wyjścia 20:18-21):

18 Wtedy cały lud, słysząc grzmoty i błyskawice oraz głos trąby i widząc górę dymiącą, przeląkł się i drżał, i stał z daleka. 19 I mówili do Mojżesza: Mów ty z nami, a my będziemy cię słuchać! Ale Bóg niech nie przemawia do nas, abyśmy nie pomarli! 20 Mojżesz rzekł do ludu: «Nie bójcie się! Bóg przybył po to, aby was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed sobą, żebyście nie grzeszyli». 21 Lud stał ciągle z daleka, a Mojżesz zbliżył się do ciemnego obłoku, w którym był Bóg.

Lud „stał z daleka” gdyż nie posiadał drugiego poziomu wiary, powiązanego ze Świętem Pięćdziesiątnicy. Naturalnie rozumiemy, że w Bożym planie było jeszcze wówczas za wcześnie na wylanie Ducha Pięćdziesiątnicy. Istotnie, po tym, jak Izrael spędził 40 lat na pustyni, Mojżesz powiedział ludziom w Ks. Powtórzonego Prawa 29:3-4:

3 Nie dał wam Pan aż do dnia obecnego serca, które by rozumiało, ani oczu, które by widziały, ani uszu, które by słyszały. 4 Prowadziłem was przez czterdzieści lat po pustyni…

Tak więc Bóg wziął na siebie odpowiedzialność za to, że nie dał Izraelowi zdolności zrozumienia, zobaczenia czy usłyszenia. To nie pozwoliło im osiągnąć Pięćdziesiątnicowego poziomu wiary, gdyż „wiara rodzi się z tego, co się słyszy” (Rz. 10:17). Mimo to Bóg wzywa nas, byśmy się do Niego zbliżyli i słuchali Jego głosu, gdyż w Psalmie 95:7-11 czytamy:

7 Albowiem On jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku. Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: 8 Nie zatwardzajcie serc waszych jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, 9 gdzie Mnie wasi przodkowie wystawiali na próbę i doświadczali Mię, choć dzieło moje widzieli. 10 Tamto pokolenie budziło we Mnie wstręt przez lat czterdzieści, i powiedziałem: «Są oni ludem o sercu zbłąkanym i Moich dróg nie znają». 11 Przeto przysiągłem w Moim gniewie: «Nie wejdą do [miejsca] Mego odpoczynku».

W tym miejscu Pismo mówi nam, że Izrael nie chciał „słuchać Jego głosu”. Z tego powodu ludzie nie byli w stanie „wejść do Mojego odpoczynku”. To znaczy, tamto pokolenie (generacja) nie zakwalifikowała się wejścia do Ziemi Obiecanej w czasie 50-go Roku Jubileuszowego, licząc od Adama ( moje studium chronologii czasowej dostępne jest w publikacji: „Sekrety czasu”: https://old.godskingdom.org/teachings/books/secrets-of-time/). Rok Jubileuszowy jest trzecią i najwyższą formą Szabatu. Jest to Boży odpoczynek. Ich brak wiary zamanifestował się, gdy dziesięciu zwiadowców dało negatywne sprawozdanie po tym, jak szpiegowali w kraju Kananu przez 40 dni (Ks. Liczb 13). Gdyby ludzie uwierzyli Kalebowi i Jozuemu – dwóm zwiadowcom, których raport był pozytywny – mogliby wejść do Ziemi Obiecanej w tamtym czasie. Niestety, uwierzyli w negatywne sprawozdanie dziesięciu pozostałych zwiadowców.

Chronologia czasowa tamtych zdarzeń rzuca nowe światło na ich znaczenie. Wiemy, na podstawie studium chronologii, że zdarzenie to miało miejsce 2450 lat po Adamie. Był to 50-ty Rok Jubileuszowy (49x50=2 450). Wiemy także na podstawie Ks. Liczb 13:20, że „był to właśnie czas dojrzewania winogron”. Działo się to więc we wrześniu, kiedy należało zatrąbić w róg i ogłosić Rok Jubileuszowy. Izrael miał świętować ten specjalny rok poprzez wejście do Bożego odpoczynku – prawdziwej Ziemi Obiecanej, która jest czymś więcej niż posiadłość ziemska. Jest to odkupienie naszego ciała (Rz. 8:23), gdyż zostaliśmy zrobieni z prochu ziemi. Jest to nasze przeistoczenie, które jest ma się spełnić w czasie Święta Szałasów.

Rok Jubileuszowy jest okresem przygotowania do Święta Szałasów. Gdyby Izraelici uwierzyli sprawozdaniu Kaleba i Jozuego, 5 dni później weszliby do Ziemi Obiecanej (Bożego odpoczynku) w czasie Święta Szałasów. Znaczenie Święta Szałasów polega na tym, że jest to prorokowany czas transformacji, czyli cielesnej zmiany tych, którzy są żywi, „pozostawieni na przyjście Pana” (1 Tes. 4:15). Święto Szałasów zapowiada proroczo odkupienie ciała (Rz. 8:23).

Przypuśćmy zatem, że Izrael wypełnił cel Święta Szałasów w czasach Mojżesza. Weszliby wówczas do Kananu posiadając przeistoczone ciała, pełni wiary, wchodząc do Bożego odpoczynku. Manifestowaliby sobą Chrystusa wszystkim napotkanym. Słowo wychodzące z ich ust byłoby ostrzejsze, niż miecz obosieczny. Co wówczas stałoby się z Kananejczykami? Ujrzeliby Izraelitów okrytych Bożą chwałą i natychmiast zwróciliby się do Boga, żałując swoich złych czynów. Zostaliby nawróceni. Nie byłoby potrzeby zniszczenia ich fizycznym mieczem.

Gdyby faktycznie tak się stało, to już wówczas zostałoby ustanowione milenijne (tysiącletnie) Królestwo pod wodzą Jozuego. Ludzie gromadziliby się w celu poznania Bożego prawa, jak prorokowali Izajasz 2 i Micheasz 4. Ludzie przekuliby swoje miecze na lemiesze.

Jednakże, z powodu braku wiary Izraelitów tak się nie stało. I 38 lat później, gdy Izrael wchodził do ziemi obiecanej, nie wkroczyli w czasie Święta Szałasów, lecz w czasie Święta Paschy. Przekroczyli rzekę Jordan dziesiątego dnia pierwszego miesiąca tuż przed Paschą. (Ks. Jozuego 4:19). Stało się tak, ponieważ byli oni zdolni jedynie do pierwszego, Paschalnego poziomu wiary. Nie byli jeszcze w stanie wypełnić Święta Tygodni ani tym bardziej Święta Szałasów.

Historia Izraela mówi nam, co mogłoby się wydarzyć, lecz się nie stało. Jednak warto ją znać, bo pokazuje ona zamysł i prawdziwe pragnienie Boga. Izraelczykom nakazano wybicie Kananejczyków i faktycznie taka była wówczas wola Boga. Lecz była ona spowodowana faktem, że Izraelczycy nie byli zdolni do udźwignięcia broni wspanialszej, niż fizyczne miecze. Z powodu niskiego poziomu wiary mogli jedynie zniszczyć Kananejczyków mieczem, lecz to nie powinno być traktowane, jako upoważnienie do podobnego postępowania współcześnie. Została nam dana większa wiara i ostrzejsza broń, która jest w stanie oddzielić duszę od ducha i rozpoznać myśli i pragnienia serca (Hbr. 4:12).

W ciągu minionych 2000 lat wielu zadowalało się Pięćdziesiątnicowym poziomem wiary, pod namaszczeniem którego powiedziano uczniom w Ew. Marka 16:15-16

15 I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.

Tak więc widzimy różnicę między pierwszym Jozuem (Joshua) i ostatnim (Jezus albo Yashua). Pierwszy nakazał Izraelowi uśmiercenie Kananejczyków; drugi nakazał uśmiercenie ciała (cielesności) przez chrzest. Jest to inna forma śmierci taka, która prowadzi grzeszników do życia, a nie do zniszczenia. Jest to w zasadzie „śmierć cielesności”, a nie śmierć ciała.

Miecz z czasów Mojżesza to nie miecz dany nam współcześnie. Dobrze ilustruje to historia uwielbienia przez Izrael złotego cielca u podnóża góry Synaj – miejsca pierwszego Święta Pięćdziesiątnicy. W Ks. Wyjścia 32:26-28 czytamy, że Bóg nakazał wówczas Lewitom wziąć miecze i zacząć zabijać ludzi. Wiersz 28 podaje, że tego dnia zginęło 3000 ludzi, usuniętych z „kościoła na pustyni” ( Dzieje 7:38).

W Nowym Testamencie 120 uczniów w Dniu Pięćdziesiątnicy otrzymało wspanialszy miecz – słowo Boże w ich ustach. Ponieśli ten miecz na ulice Jeruzalem i, gdy „cielesność” w ludziach zaczęła obumierać pod jego wpływem, tego dnia 3000 ludzi zostało DODANYCH do Kościoła. Różnica polega na rodzaju miecza, którego użyto. Miecz Paschalny przynosi śmierć, miecz Pięćdziesiątnicowy – życie.

Jest godne pożałowania, że podczas Wieku Pięćdziesiątnicowego tak wielu Chrześcijan nie znało zamysłu Pana w kwestii doboru metody transformacji tego świata w Królestwo Boże. Wiek Pięćdziesiątnicy jest wiekiem przejściowym między Wiekiem Paschy a Wiekiem Przybytku, na który powinniśmy się w jego czasie przygotować, a nie powracać do okresu Paschalnego. Nawrócenie świata miało się odbywać poprzez demonstrację siły Ducha, a nie poprzez krucjaty i podbój militarny oraz przymusowe nawracanie pod groźbą śmierci. Te metody są marnym substytutem sposobów użytych przez Jezusa. Docześnie usposobieni przywódcy Kościoła powrócili do starotestamentowych metod postępowania. Nie znali oni zamysłu Boga.

Skłonność do niewłaściwego rozumienia dróg Boga jest dzisiaj powszechna tak, jak to było również w czasach Jezusa. Powiedział On w Ew. Mateusza 11:12

12 A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je siłą.

Fałszywi mesjasze i przywódcy wojskowi od zawsze próbowali ustanowić swoją wersję Utopii na ziemi, swoją własną wersję Królestwa Bożego – i zawsze robili to z użyciem siły militarnej. To są ci ludzie gwałtowni, którzy zdobywają je siłą. Jezus NIE wypowiedział tych słów w celu zachęty do użycia przemocy i siły dla zdobycia Królestwa. Krytykował On te metody. My mamy postępować tak, jak Jezus.

Metody militarne nawróciły wielu ludzi na religię Chrześcijańską, lecz nie nawróciły ich do Chrystusa w głębi ich serc. Kościół zbyt często był jedynie pustą skorupą, pozbawioną mocy Bożej, powodem drwin bezbożników, którzy dostrzegali jego moralną próżnię. W takich warunkach Kościół został zredukowany do zdobywania wiernych siłą, gdyż żaden poganin przy zdrowych zmysłach nie chciałby się nawrócić w inny sposób na moralnie zbankrutowaną religię. Jednak Bóg nie jest zainteresowany nawracaniem ludzi na religię. Bóg pragnie ich szczerej miłości i osobistej relacji.

Tak więc sędziowie z czasów Starego Testamentu byli wojskowymi, którzy wybawiali Izrael z kolejnych okresów niewoli, lecz sędziwie, których Bóg wzbudzał przez ostatnie 2000 lat to ludzie, którzy zdolni są wszystkim zademonstrować Bożą miłość. Gdy inni dostrzegą potęgę Boga w życiu tych ludzi, będą chcieli dowiedzieć się, jak nawiązać taką osobistą relację z Bogiem.

NIE twierdzimy, że siła militarna powinna być zakazana. Użycie potęgi militarnej w czasach Starego Testamentu pochodziło z pewnością od Boga, lecz było też skutkiem odmowy przez Izrael bezpośredniego słuchania głosu Boga przy Górze Synaj – i późniejszej ich niezgody na wejście do ziemi obiecanej w czasie Święta Szałasów. Nie byli oni wówczas zdolni do użycia najpotężniejszej broni z arsenału Boga – miecza Słowa. Dlatego Bóg dał im alternatywny, fizyczny miecz do podbicia Kananu. Choć nie było to idealne Boże rozwiązanie, stało się to rozwiązaniem niedoskonałym dla niedoskonałych ludzi w niedoskonałym czasie. I Bóg mimo to dokonał wielkiego dzieła.

Fizyczny miecz – nawet z cudowną pomocą Boga – może jedynie ustanowić typ i cień prawdziwego Królestwa Bożego. Było to królestwo na poziomie wieku Paschalnego. W Nowym Testamencie Jezus Chrystus ustanowił wyższy poziom Królestwa, przygotowując drogę dla Królestwa wieku

Pięćdziesiątnicowego. Było ono lepsze, lecz nadal dalekie od doskonałości, gdyż wzorzec dla wieku Pięćdziesiątnicowego został ustanowiony przez króla Saula, a nie przez Dawida.

Współcześnie Bóg wymaga od nas więcej, niż w przeszłości, gdyż jesteśmy przy końcu wieku Pięćdziesiątnicowego, wyczekując nadejścia Wieku Przybytku, zwanego potocznie Milenium. Jedynym sposobem na ustanowienie prawdziwego Królestwa Bożego w tym wieku będzie potęga Miecza Słowa, niesionego przez tych, którzy osiągnęli pełnię Ducha.

Nawet 200 lat temu, gdy ustanowiono państwo Amerykę, Kościół przywrócił jedynie prawdę wieku Paschalnego – usprawiedliwienie przez wiarę. Prawdy Wieku Pięćdziesiątnicowego zostały odzyskane dopiero na początku 20 wieku dzięki duszpasterstwu Charlesa Parhama i jemu podobnych pastorów. Obecnie – w 21 wieku – Bóg przywraca nam objawienie i moc Wieku Przybytku. Wymaga się od nas więcej, gdyż pokój, który Bóg zaprowadzi na ziemi ma trwać 1000 lat. Tak się nie stanie, jeżeli pokój zostanie oparty na niesprawiedliwości, gdyż ludność musiałaby być powstrzymana przed buntem bardziej za pomocą siły niż miłości.

Żeby poznać i praktykować rzetelny osąd, jako święty, który osądza świat, trzeba mieć charakter Jezusa Chrystusa, jak opisano w Nowym Testamencie. Trzeba miłować Boże stworzenie i działać w jego najlepszym interesie. Trzeba mieć serce sługi i manifestować owoce Ducha opisane w Liście do Galacjan 5:22-23

22 Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, 23 łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa.